Prawdziwe męstwo - True Grit (2010), dominq603

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
00:00:44:PRAWDZIWE MĘSTWO00:00:47:Tłumaczenie i synchro:|sinu600:00:49:Korekta:|fant0mas00:00:51:/"Ucieka występny, choć go nikt nie goni."|[Księga Przysłów, 28:1]00:01:15:/Ludzie nie dajš wiary,|/że młoda dziewczyna może opucić dom,00:01:18:/by w samym rodku zimy|/szukać zemsty za mierć ojca.00:01:21:/A jednak tak włanie było.00:01:23:/Miałam ledwie 14 lat,|/kiedy tchórz o nazwisku Tom Chaney00:01:27:/zastrzelił mojego ojca.00:01:29:/Odebrał mu życie i konia,00:01:31:/i dwa kawałki kalifornijskiego złota,|/które nosił w pasku od spodni.00:01:36:/Chaney był parobkiem.00:01:38:/Tatko zabrał go do Fortu Smith,00:01:40:/żeby pomógł mu przyprowadzić mustangi,|/które włanie kupił.00:01:44:/W miecie Chaney się spił|/i przegrał w karty wszystkie pienišdze.00:01:50:/Wbił sobie do łba, że został oszukany.00:01:53:/Wrócił więc do pensjonatu|/po swojš strzelbę.00:01:57:/Kiedy tatko próbował go powstrzymać,|/Chaney go zastrzelił.00:02:02:/Chaney zwiał.00:02:07:/Nie musiał nawet popędzać konia,00:02:09:/bo nikt w miasteczku|/nie miał najmniejszej ochoty go cigać.00:02:15:/Bez wštpienia Chaney uznał,|/że ujdzie mu to na sucho.00:02:19:/Ale grubo się mylił.00:02:21:/Na tym wiecie|/za wszystko trzeba zapłacić.00:02:26:/Nie ma nic za darmo...|/z wyjštkiem łaski bożej.00:02:39:FORT SMITH00:03:19:To ten człowiek?00:03:21:To mój ojciec.00:03:23:Jeli chcesz go ucałować,|będzie to całkiem stosowne.00:03:27:Wrócił do domu.|Chwalmy Pana.00:03:31:- Dlaczego tak drogo?|- Jakoć trumny, balsamowanie.00:03:36:Żeby wyglšdał jak żywy,|trzeba czasu i nie lada umiejętnoci.00:03:40:A chemikalia sš drogie.|Wszystko jest wyszczególnione na rachunku.00:03:46:Jeli chcesz go ucałować,|będzie to całkiem stosowne.00:03:48:Dziękuję, ale jego duch już uleciał.|W depeszy było napisane "50 dolarów".00:03:52:Nie wiedziałem,|że ma być transportowany.00:03:55:60 dolarów to wszystko, co mamy.|Nie wystarczy nam na bilet.00:03:59:Yarnell, dopilnujesz załadunku ciała|na stacji i pojedziesz z nim do domu.00:04:02:Zostanę tu na noc. Muszę jeszcze zabrać|rzeczy ojca i załatwić kilka spraw.00:04:06:Twoja mama nic nie mówiła|o załatwianiu jakich spraw.00:04:09:To sprawy, o których mama nie wie.|Możesz odejć, Yarnell.00:04:12:No nie wiem...00:04:13:Niech mama niczego nie podpisuje,|dopóki nie wrócę i nie dopilnuję,00:04:16:żeby tatę pochowano|w jego masońskim fartuchu.00:04:19:Zgadzam się na pańskie warunki,|o ile mogę tu spędzić tę noc.00:04:21:Tutaj?|Wród tych ludzi?00:04:26:Ludzi?00:04:27:Spodziewam się jeszcze trzech duszyczek:|Sullivana, Smitha i Deszczowego Języka.00:04:34:Panie i panowie strzeżcie się|i wychowujcie swoje dzieci jak należy.00:04:41:Patrzcie, co spotkało mnie,|przez moje pijaństwo.00:04:44:Zabiłem człowieka...|w błahej kłótni o scyzoryk.00:04:51:Gdybym, jako dziecko,|otrzymał stosowne wychowanie...00:04:54:- Który to szeryf?|- Ten wšsaty.00:04:57:...dzi byłbym z mojš żonš i dziećmi.00:05:00:Nie wiem, co ich teraz czeka,|ale żywię nadzieję i modlę się o to,00:05:05:bycie ich nie lżyli|i nie wyrzucali ze społecznoci.00:05:20:A ja...00:05:22:jestem tu, bo zabiłem|niewłaciwego człowieka.00:05:27:Gdybym zabił tego, co chciałem,|pewnie by mnie nie skazali.00:05:31:W tym tłumie|widzę gorszych łotrów ode mnie.00:05:37:Zakładaj.00:05:40:Zanim zawisnę, chcę powiedzieć,|że mam nadzieję...00:05:56:Nie, nie aresztowalimy go.00:05:57:Nie dogonilimy go.|Zwiał na terytorium Indian.00:06:01:Pewnie przyłšczył się do gangu|"Farciarza" Neda Peppera,00:06:04:co to wczoraj obrabowali pocztylion|nad rzekš Poteau.00:06:08:Dlaczego go nie cigacie?00:06:10:Nie mam jurysdykcji|na terytorium Indian.00:06:12:Tom Chaney to teraz sprawa|szeryfów federalnych.00:06:15:- Kiedy go aresztujš?|- Obawiam się, że nieprędko.00:06:17:Nie jest ich zbyt wielu, a Chaney|jest na końcu ich długiej listy ciganych.00:06:25:Czy mogę wynajšć szeryfa,|żeby cigał Toma Chaney?00:06:28:- A znasz się na łowcach głów?|- Głupie pytanie.00:06:31:- Mam zamiar załatwić sprawy ojca.|- Całkiem sama?00:06:34:Nadaję się. Mama w rachunkach kiepska|i nawet słowa "kot" przeliterować nie umie.00:06:39:Mam zamiar doprowadzić|zabójcę taty na szubienicę.00:06:42:Zawsze możesz wyznaczyć nagrodę,|czy przekonać jakiego szeryfa.00:06:45:Ale na to trzeba|przekonujšcej sumki.00:06:48:- Chaney jest na terenach Chactaw, za rzekš.|- Pienišdze się znajdš. Najlepszy szeryf?00:06:53:Niech pomylę.|William Waters to najlepszy tropiciel.00:06:57:W połowie Komancz,|więc tropienie ma we krwi.00:07:01:Najwredniejszy jest Rooster Cogburn.00:07:04:To człowiek bezlitosny, twardy,|a strach nie zagoci w jego głowie.00:07:08:Lubi sobie golnšć.00:07:11:Najlepszy jest prawdopodobnie L.T. Quinn.|Przyprowadza zbiegów żywcem.00:07:16:Może i umknie mu kto,|raz na jaki czas,00:07:18:ale wierzy, że nawet najgorszy łotr|zasługuje na równe szanse.00:07:23:Gdzie znajdę tego Roostera?00:07:27:Sracz jest zajęty!00:07:28:Wiem, panie Cogburn, ale jak już mówiłam,|mam do pana interes.00:07:33:Na razie mam ważniejszš sprawę.00:07:36:- Męczy się z niš pan już doć długo.|- Nie muszę się nigdzie spieszyć!00:07:40:Do diabła z tobš!|Jak mnie tu znalazła?00:07:44:Szeryf kazał mi szukać w barze,|a tam odesłali mnie tutaj.00:07:47:Musimy porozmawiać.00:07:49:Kobiet nie wpuszczajš do baru.00:07:52:Nie byłam tam klientkš.|Mam 14 lat.00:07:58:Sracz jest zajęty...00:08:01:jeszcze przez jaki czas.00:08:04:/Ross, Yell County|/Przetrzymać na stacji00:08:09:Dobry wieczór.00:08:22:Jeli chcesz spać w trumnie...|będzie to całkiem stosowne.00:08:46:Ile płacicie za bawełnę?00:08:50:9,50 za gorszš,|10 za zwykłš.00:08:54:Większoć naszych zapasów00:08:56:sprzedalimy Woodson Brothers|w Little Rock po 11 centów.00:09:00:Sugeruję zatem, bycie resztę|też sprzedali Woodson Brothers.00:09:05:Tak zrobilimy.|Dostalimy 10,50.00:09:11:Po co mi to mówisz?00:09:13:Pomylałam, żeby za rok ubić interes tutaj,|ale chyba zostanę przy Little Rock.00:09:18:Jestem Mattie Ross.00:09:22:Córka Franka Rossa.00:09:25:To wielka tragedia.00:09:27:Twój ojciec imponował mi|swojš postawš.00:09:31:Był twardym handlarzem,|ale zawsze dżentelmenem.00:09:35:Chcę odsprzedać te konie,|które ojciec kupił od pana.00:09:38:Obawiam się, że nic z tego.|Dopilnuję, by dotarły do was jak najszybciej.00:09:43:Ale my ich już nie potrzebujemy.00:09:45:Mało mnie to obchodzi.|Twój ojciec za nie zapłacił, po sprawie.00:09:49:Mam tu dowód sprzedaży.00:09:51:Chcę też 300 dolarów za konia taty,|którego skradziono z pańskiej stajni.00:09:57:To upomnij się temu, kto go ukradł.00:10:00:Tom Chaney ukradł go, gdy pan miał|nad nim pieczę, więc pan jest odpowiedzialny.00:10:05:Podziwiam twojš odwagę,|ale ja nie ulegam takim żšdaniom.00:10:10:Był pod pańskim dozorem.00:10:11:Gdyby miał pan bank i kto go obrobił,|nie mógłby pan tak spławić deponentów.00:10:14:Nie bawi mnie roztrzšsanie hipotez.|wiat i bez tego jest wystarczajšco podły.00:10:20:Ponadto zawyżyła cenę konia|o jakie 200 dolarów.00:10:24:- Ile ty masz lat?|- Jeli już, to zaniżyłam.00:10:27:Judy jest klaczš wycigowš.00:10:29:Potrafi przeskoczyć wysoki płot|z jedcem na grzbiecie, a lat mam 14.00:10:34:Bardzo to wszystko ciekawe.00:10:36:Konie sš wasze.|Wecie je sobie.00:10:38:Koń twojego ojca|został skradziony przez zbrodniarza.00:10:41:Zapewniłem zwierzęciu schronienie|w rozsšdnych granicach, zgodnie z umowš.00:10:46:Stajenny ma wybite zęby|i jeć może jedynie zupę.00:10:50:- Pójdę z tym do sędziego.|- Nie masz z czym!00:10:53:Adwokat J. Noble Daggett z Dardanelle|może mieć inne zdanie.00:10:56:Sšd również... rozpatrujšc pozew|wdowy i trójki małych dzieci.00:11:02:Dam 200 dolarów, o ile dostanę|list od waszego prawnika,00:11:09:zwalniajšcy mnie|z wszelkiej odpowiedzialnoci.00:11:12:200 dolarów za Judy plus 100 za konie|i 25 za siwka, którego zostawił Chaney.00:11:18:Jest wart przynajmniej 40.00:11:20:- To będzie razem 325 dolarów.|- Nie kupię od ciebie żadnych koni!00:11:25:W takim razie cena za Judy|wynosi 325 dolarów.00:11:28:Nie zapłacę 325 dolarów|za skrzydlatego Pegaza.00:11:32:A jeli chodzi o siwka,|to nie należy do ciebie.00:11:34:Siwka tata pożyczył Tomowi Chaneyowi.|Chaney nie był jego włacicielem.00:11:40:Mogę ci dać 225 dolarów,|ale siwka zatrzymuję.00:11:45:- Tamtych koni nie chcę.|- Nie mogę na to przystać.00:11:47:Jak stšd wyjdę, nie będzie już układów.|Idę prosto do sędziego.00:11:51:Ostateczna oferta:00:11:53:250 dolarów za to,|o czym wczeniej mówiłem,00:11:58:ale siodło twojego ojca|zostaje u mnie.00:12:00:- Siwek nie jest twój.|- Siodło nie jest na sprzedaż.00:12:05:Adwokat Dagget ma dowód własnoci|i dostarczy panu nakaz przejęcia mienia.00:12:08:- Że co?|- Nakaz przejęcia...00:12:10:Posłuchaj mnie uważnie,|bo więcej się targował nie będę.00:12:13:Wezmę te konie z powrotem|i siwka, który należy do mnie,00:12:17:za, powiedzmy...00:12:20:300 dolarów. Bierzesz, albo nie.|Mnie tam nie zależy.00:12:28:Adwokat Dagget nie zaakceptowałby|ceny poniżej 325 dolarów,00:12:33:ale ja mogę się zgodzić na 320,|o ile dostanę 20 dolarów zaliczki.00:12:38:A w sprawie siodła będzie tak...00:12:47:Córka Franka Rossa.|Biedne dziecko.00:12:56:Zostaniesz u nas,|czy spieszno ci do matki?00:13:00:Zostanę, jeli nie macie nic przeciwko.00:13:02:Ostatniš noc spędziłam w domu pogrzebowym,|w towarzystwie trzech umarlaków.00:13:07:Czułam się jak Ezechiel|w dolinie suchych koci.00:13:11:wieć Panie nad jego duszš.00:13:13:Będziesz spać w pokoju|z babkš Turner.00:13:17:Nie mamy wolnych miejsc|przez te egzekucje.00:13:23:Znalazłam to w pokoju|twojego biednego ojczulka.00:13:27:Tyle po nim zostało.|W tym pensjonacie się nie kradnie.00:13:39:Jeli nie masz w czym nosić broni,|za 5 centów sprzedam ci worek po mšce.00:14:2... [ Pobierz całość w formacie PDF ]