Prentice Mulford - Przeciw Smierci, Prentice Mulford

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Prentice Mulford
PRZECIW ŚMIERCI
NIEKTÓRE PRAWA SIŁY I PIĘKNOŚCI
Myśli nasze tworzą nasze oblicze i nadają mu właściwe indywidualne piętno. Nasze myśli określają
ruch, postawę i kształt całego ciała.
Prawa piękności i zupełnego zdrowia są te same. Zależą one całkowicie od stanu uczucia, lub też,
mówiąc innymi słowami, od właściwości tych myśli, które najczęściej biegną od nas ku innym i od
innych ku nam.
Brzydota w wyrazie twarzy, czy to osoby starej, czy młodej, pochodzi zawsze z nieświadomego
przekroczenia jakiegoś prawa. Każdy znak zniszczenia w ludzkim ciele, każda forma jego słabości,
wszystko wreszcie, co tylko robi człowieka wstrętnym, ma swoją przyczynę w dominującym
nastroju jego uczucia. Natura obdarzyła nas czymś, co nazywamy instynktem, a co ja nazwałbym
raczej wyższym rozsądkiem, ponieważ odsuwając się ze wstrętem od wszystkiego, co jest brzydkie
i zdeformowane, co nosi na sobie znamiona upadku, posługujemy się czymś subtelniejszym i
doskonalszym, aniżeli instynkt. Wrodzony popęd ludzkiej natury każe nam unikać niedoskonałości
i szukać chociażby względnie doskonałego. Nasz wyższy rozsądek ma zupełną rację, gdy czuje
wstręt do zmarszczek i ułomności, tak samo jak do brudnej i porwanej odzieży! Ciało jest żywą
odzieżą i jednocześnie narzędziem ducha. Pokoleniom przed nami wpajano od dzieciństwa, że jest
to nieuniknioną koniecznością, że jest to prawem, ugruntowanym w niezmiennym porządku natury,
aby ciało nasze po pewnym określonym czasie przekwitło, stało się bezpowabne i aby umysł
również z biegiem czasu wygasł, odmawiając posłuszeństwa. Mówiono nam, że duch nie ma mocy
sprzeciwić się temu i odrodzić ciała, za pomocą swych wewnętrznych sił przekształcić je na nowo,
ku nowemu życiu! Lecz w nieuniknionym biegu natury nie leży wcale, by ciało ludzkie przepadało,
jak przepada dotychczas, podobnie jak w biegu natury nie leży, aby ludzie jeździli dyliżansem, jak
przed sześćdziesięciu laty, a nie automobilem, jak dzisiaj, lub też, aby wiadomości posyłano przez
gońców, a nie przez iskry elektryczne.
Twierdzić, co leży w zakresie praw natury, a co nie - byłoby tylko arogancją ciemnej
nieświadomości. Jest to najfatalniejszy błąd, gdy na kawalątko przeszłości, które leży poza nami,
spoglądamy jako na niezawodny drogowskaz tego, co stanie się kiedykolwiek w wieczności. Jeżeli
nasza planeta była niegdyś tym, czego naucza geologia - mianowicie falującą masą dzikich,
bardziej nieokiełzanych i brutalniejszych sił; jeżeli również formy roślinnego, zwierzęcego, a
później ludzkiego życia były ordynarniejsze, pospolitsze - to czyż nie jest to znak, nadzieja, dowód
większego wysubtelnienia, ku któremu podążamy - nie - w które wstępujemy teraz, w tej, jak
również w każdej godzinie! I czyż wysubtelnienie nie oznacza spotęgowania mocy, tej samej, która
potęguje siłę żelaza w stali? I czyż najwyższe, prawie nieznane dotąd siły, nie powinny rozwinąć
się jeszcze w człowieku, w tej najsubtelniejszej organicznej całości, jaką znamy?
Wewnętrznie, potajemnie pyta się tysiące myślących ludzi wszystkich krajów: "Dlaczego musimy
marnieć i tracić wszystko najlepsze, co życiu nadaje wartość i to właśnie wtedy, gdyśmy już
zdobyli to doświadczenie i mądrość, która jest najodpowiedniejsza dla życia! Początek lata - lecz
patrz: oto dni już są krótsze!"
Wołanie wielu bywa na początku zawsze szeptem. Modlitwa - życzenie - prośba mas bywa zawsze
najpierw tajemnym błaganiem. Pierwszy nie odważy się nawet pobiec do sąsiada, obawiając się
śmieszności. Lecz jedna rzecz głęboko tkwi w doświadczeniu: każde pragnienie, pomyślane czy
wyrzeczone, przybliża ku nam to, czegośmy żądali, stosownie do intensywności pragnienia oraz
rosnącej liczby pragnących. Kierują oni duchowe funkcje na określone tory. W ten sposób zaczyna
się ruszać ta milcząca siła woli, która aczkolwiek nie uznawana przez szkolną mądrość, nadaje
pragnieniom postać i kształt. Miliony ludzi tęskniło po cichu do lepszych i szybszych środków
komunikacji - i oto ujarzmiono parę i elektryczność. Wkrótce inne pytanie, inna zachcianka zażąda
spełnienia - pytanie wewnętrzne, zachcianka wewnętrzna - a w tych pierwszych próbach zbliżenia
pragnień, które są jakby wizjami, do rzeczywistości, będą niewątpliwie błędy, bezdroża,
bezwyjścia, jak na początku naszych zdobyczy technicznych były spotkania pociągów, eksplozje
kotłów itd.
Wiek nasz jest dwojakiego rodzaju. - Wiek naszego ciała i naszego ducha. Duch ten przez miliony
lat wskroś niezliczone ciała i formy bytu dojrzał do swego dzisiejszego stopnia świadomości i zużył
wiele młodych ciał, jakoby ubrań. A to, co nazywamy "śmiercią" jest tylko brakiem uzdolnienia do
utrzymania naszej cielesnej odzieży na zawsze, do odradzania naszego ciała za pomocą
życiotwórczych pierwiastków ciągle na powrót. Im starszy, im dojrzalszy duch, tym zdolniejszy jest
do opanowania ciała, do jego przemiany podług swojej woli. Tę duchową siłę pożytkujemy w ten
sposób, abyśmy się stali piękni, zdrowi i silni, godni miłości. Bo przez tę samą siłę można zrobić
się nieświadomie również obrzydłym, chorym, słabym, wstrętnym - przynajmniej podczas tej jednej
egzystencji, jeżeli bowiem rozwój dąży do uszlachetnienia i udoskonalenia, wszystko musi kiedyś
rozpłynąć się w wyższe formy.
Tą magiczną siłą są nasze myśli. Chociaż dla oka są one rzeczywiste, jak kwiat, drzewo lub owoc.
Myśli prężą bezustannie nasze mięśnie w rytm gestu, który z istoty charakteru wypływa. Człowiek
zdecydowany stawia kroki inaczej, niż wahający się. Niezdecydowany ma ociągające gesty,
postawę, sposób mówienia i ruchy ciała, które w końcu czynią go niezgrabnym, niezręcznym i
nieudolnym. Członki ciała są jakoby litery listu, który, pisany pośpiesznie w pewnym nastroju,
wykazuje pismo bezładne i pełne błędów, podczas gdy usposobienie zrównoważone - the serene
mood - tworzy pięknie zaokrąglone zdania, tudzież harmonijne pismo.
Każdego dnia stylizujemy się w jakąś nową fazę bytu, wmyślamy się w jakiś inny, urojony
charakter, a ta dominująca rola, którą najczęściej gramy, udziela się twarzy, jako masce tej roli -
panującej linii.
Kto większą część swego życia zawodowo się skarży, zawsze jest w złym humorze i, opłakując
samego siebie, święci prawdziwe orgie niezadowolenia, ten zatruwa sobie krew, rujnuje rysy
twarzy i niszczy bezpowrotnie swą płeć, wytarzając w niewidocznym laboratorium ducha
niewidoczny trujący bodziec - myśl, która oddana działaniu, tj. pomyślana, przyciąga z otoczenia,
według nieuniknionego prawa, myśli podobne sobie. Oddać się we władzę rozdrażnionemu,
bezradnemu nastrojowi, znaczy to samo, co otworzyć na oścież drzwi dla myślowych fluidów
każdego rozdrażnionego, bezradnego człowieka - znaczy to samo, co naładować swój wielki
magnes - swego ducha - szkodliwymi, przeciwnymi prądami i połączyć baterię myślową ze
wszystkimi prądami tego samego gatunku! Kto myśli o złodziejstwie lub morderstwie, wchodzi
przez tę myśl w duchowy stosunek z każdym mordercą i złodziejem na całej ziemi!
Złe trawienie nierównie w mniejszym stopniu zależy od samego pożywienia, niż nastroju, w którym
przyjmujemy zazwyczaj pokarmy. Najzdrowszy chleb spożywany w goryczy działa na krew jak
trucizna. Kiedy wszyscy siedzą w milczeniu za stołem rodzinnym z tą zrezygnoc sędzia może mieć
przy studiowaniu sprawy zaciewaną i wymuszoną miną, która zdaje się mówić: "aha... i to trzeba
jeszcze znieść", a pan domu zagrzebuje się cały w kłopoty swego interesu lub w gazetę, połykając
wszystkie morderstwa, samobójstwa, skandale, które zdarzyły się w ciągu ostatnich 24 godzin,
kiedy pani domu, niechętna, piastuje w sobie wszystkie swe gospodarskie umartwienia - wówczas
zjawia się przy stole, wraz z potrawami, elemet troski, smutku i chorobliwości w każdym
organizmie, objawiając się jako rodzaj niestrawności przy całym stole, od jednego końca do
drugiego, bez luk, we wdzięcznej ciągłości!
Jeżeli panującym wyrazem twarzy jest grymas, wówczas grymasy robią również myśli, znajdujące
się poza tym czołem. Gdy kąty ust są wyciągnięte na dół, wówczas i myśli, które te usta tworzą i
nad nimi panują, są mętne i zależne. Twarz jest najjawniejszym znakiem uduchowienia, dlatego nic
nie ma większej wartości ponad pierwsze wrażenie.
Nastrój pośpiechu, który powstaje ze złego przyzwyczajenia wyprzedzania myślami ciała, zgina
ramiona naprzód. Człowiek dostojny, który nad sobą panuje, nie śpieszy się nigdy. Koncentruje on
swoją wolę, swoją siłę, swój rozum na ten jedyny cel, ku któremu jego ciało, jego duchowe
narzędzie, w tym jednym momencie zmierza, w ten sposób przywyka panować nad sobą, nabiera
gracji w każdym geście, gdyż jego duch jest w absolutnym i niepodzielnym posiadaniu ciała i
członków, a nie w oddali, gdzieś na bezdrożach, śpieszący bez wytchnienia, pełen troski o dalekie
rzeczy, które stać się mają dopiero po upływie godzin i dni.
Kto układa plan jakiegoś interesu, przedsięwzięcia, wynalazku, tworzy z niewidzialnych elementów
coś, co jest tak rzeczywiste, jak jakakolwiek bądź maszyna z żelaza i drzewa. Plan ten, to
przedsięwzięcie, przyciąga znów dla swego urzeczywistnienia niewidoczne siły, które sprowadzają
w końcu materializację tego przedsięwzięcia w świecie zjawisk. Kto zaś na odwrót - obawia się
nieszczęścia, żyje w ciągłym strachu przed jakimś złem, oczekuje niepowodzenia, ten tworzy
pewnego rodzaju myślowego upiora, milczącą siłę, która na podstawie tego samego prawa zbiera
dookoła siebie szkodliwe i niszczące pierwiastki.
Powodzenie i niepowodzenie opiera się na jednym prawie, które może służyć zarówno jednemu, jak
i drugiemu, zupełnie jak ramię człowieka, które ratuje z topieli, lub też zabija uderzeniem sztyletu.
Myśląc, budujemy z niewidocznego materiału coś, co siły do siebie przyciąga - dla naszej pomocy
lub szkody, stosownie do charakteru myśli, któreśmy wysłali. Kto liczy na to, że się zestarzeje, kto
nosi zawsze w duchu swój obraz, swoją konstrukcję jako zgrzybiałego starca, ten podlegnie
starości.
Lecz ten, kto potrafi nakreślić jako plan samego siebie - obraz myślowy pełen młodości, siły i
zdrowia, do którego rwie się niepowstrzymanie, poza którym okopuje się przeciwko legionowi
ludzi, co ciągle przychodzą i mówią mu, że się starzeje, że musi się zestarzeć - kto z tym obrazem
myślowym potrafi się bez ustanku jednoczyć - ten pozostanie młodym.
Musimy bez przerwy budować własny ideał. W ten sposób pociągamy ku sobie pierwiastki, które
zawsze niosą nam pomoc, aby ten idealny obraz myślowy zbliżyć do rzeczywistości. Kto lubi
myśleć o rzeczach mocnych, o górach, potokach, drzewach, przyciąga do siebie pierwiastki takiej
siły.
Kto dzisiaj odbudowuje się w sile i pięknie, a jutro wątpi lub wraca do starych mniemań tłumu, nie
niszczy tego, co z ducha odbudował w swym duchu. Dzieło jego zatrzymało się tylko - drzemie ono
i oczekuje najbliższej godziny wzlotu.
Wytrzymałość w myśli o pięknie, o sile, o młodości jest kamieniem węgielnym ich
urzeczywistnienia. O czym najwięcej myślimy - tym będziemy. Pacjenci nie myślą: "ja jestem
silny", lecz: "jakiż ja biedny". Ci z was, którzy źle trawią, nie mówią: "ja chcę mieć zdrowy
żołądek", lecz: "ja nic więcej nie mogę znosić!" I rzeczywiście nie mogą - właśnie z tego powodu! -
Pielęgnujemy nasze własne choroby, a nie nas samych, chcielibyśmy, aby głaskano nasze
cierpienia. Jeżeli cierpimy na jakieś złośliwe przeziębienie, to kaszel nasz błaga nieświadomie:
"dzisiaj jestem przedmiotem współczucia! - o, jak godzien jestem litości!" Przy odpowiednim
leczeniu powinien pacjent i całe jego otoczenie wyciągnąć w pole przeciwko cierpieniu, wszyscy
uzbrojeni w myślowe wyobrażenia zdrowia: "Uzdrowienia są tak samo zaraźliwe jak choroby!
Chwytamy zdrowie, jak ospę!"
Czegóż nie daliby dorośli ludzie, aby mieć członki tak pełne wiosny i tak elastyczne, jakie posiada
dwunastoletni chłopak! Ciało, które wdrapuje się na drzewa, chodzi, biega po poręczach - biega,
ponieważ kocha ten bieg, ponieważ nic innego nie umie - tylko biegać. Gdyby takie ciała można
było fabrykować i sprzedawać, jakiż popyt miałyby u tych wszystkich korpulentnych dam i panów,
którzy ze stękaniem wydostają się z karet, niczym wory mąki! Skąd to pochodzi, że ludzkość z taką
rezygnacją, prawie bez oporu przyjmuje na swe barki coraz to rosnącą ociężałość, ospałość,
zastyganie i to w swych najlepszych latach? Wydaje mi się, że zawieramy kompromis z tymi
upokorzeniami i nazywamy je - dostojnością! Naturalnie - mąż, ojciec, obywatel, wyborca, podpora
państwa - (zmurszałości), nie powinien biegać, bić się skakać jak dziecko, ponieważ nie może!
Nosimy nasze braki jak ornaty, utykamy wszędzie i mówimy: "Tak powinno być, gdyż inaczej być
nie może!"
Lecz w naturze, na świecie, w ludziach i naokoło ludzi jest już coraz więcej możliwości! -
Przychodzą one akurat tak prędko, jak uczymy się te nowe siły poznawać, ćwiczyć się w nich i
panować nad nimi...
Lecz lenistwo!!!
MYŚLI POZYTYWNE I NEGATYWNE
Wysyłamy lub otrzymujemy bezustannie duchowe pierwiastki, jesteśmy elektrycznym stosem,
który wysyła siłę i znów musi zostać nakarmiony. Podczas mówienia, pisania, myślenia lub jakiejś
innej działalności jesteśmy pozytywni, w innym wypadku - negatywni. W tym negatywnym albo
recepcyjnym stanie przyjmujemy siły i pierwiastki, które mogą nam przynieść czasową szkodę lub
trwały pożytek.
Istnieją zatrute duchowe prądy, jak istnieją trujące wyziewy arszeniku albo metali. Kto przebywa
zupełnie biernie w pokoju wśród zazdrosnych, przepełnionych nienawiścią, cynicznych albo nie
wyzwolonych ludzi, wchłania z nich trujący pierwiastek, pełen choroby i niszczącej siły:
pierwiastek daleko niebezpieczniejszy, aniżeli nawet dająca się wykazać chemicznie trucizna,
ponieważ jego działania postępują delikatniej i tajemniej, często dopiero po wielu dniach dają się
odczuć i są najczęściej przypisywane innym przyczynom.
Jest to nadzwyczaj ważne, gdzie i w jakim otoczeniu znajdujemy się podczas negatywnego stanu,
ponieważ wtedy nasiąkamy myślowymi fluidami jak gąbka, a po wielu godzinach duchowego lub
fizycznego wysiłku, gdyśmy w stanie pozytywnym pozbywali się siły - stan negatywny jest
przyrodzonym prawem i przyrodzoną potrzebą. Zgnieść ten stan lub sztucznie go powstrzymać -
byłoby pomysłem chybionym, lecz ostrożność jest nieodzowna: oddać się temu stanowi można
tylko w odpowiednich, starannie dobranych warunkach.
Człowiek wyczerpany, gdy uda się w tłum niespokojnych, chorobliwie podnieconych ludzi, nie
będzie od razu wyssany psychicznie, gdyż właściwe indywidualne piętno. Nasze myśli okreśnie ma
on właściwie nic do dania, lecz za to przyjmuje od nich mimochodem coś z ich niższej istoty.
Przywiesił on do swego życia, wyrażając się obrazowo, ołowiany ciężar. Przyjął, chociaż na krótki
czas, coś z ich sposobu myślenia i sądzenia rzeczy, stał się niedowierzającym tam, gdzie dotąd był
pełen nadziei! Zamiary, które dopiero co wydawały mu się silne, bliskie urzeczywistnienia - wydają
się nagle jak dalekie mgły!
Obawia się, gdzie zazwyczaj był odważnym. Staje się niezdecydowanym i w chwilowym zamęcie
kupi może rzecz, której nie potrzebuje, lub też coś powie, coś zrobi, załatwi jakąś sprawę, której by
nigdy w ten sposób nie załatwił, gdyby był w zupełności samym sobą, myślał swymi własnymi
myślami, wolny od mglistego zamętu tłumu naokoło siebie.
Gdy zmuszeni jesteśmy udać się pomiędzy ludzki tłum, czyńmy to przynajmniej wtedy, gdy
myślowo jesteśmy najsilniejsi i uchodźmy z powrotem, gdy zaczynamy odczuwać zmęczenie. Gdyż
w momencie siły jesteśmy magnesem, co odpycha te szkodliwe prądy, którym w stanie
negatywnym jesteśmy oddani na pastwę. Ludzie pozytywni są zdobywcami i mocarzami - idą oni
wśród ludzi tylko na przodzie! A jednak nie zawsze jest dobrze wysyłać tylko pozytywne myśli, kto
bowiem jest takim pozytywnym wysyłaczem, odrzuca i odpędza od siebie wiele drogocennych
pomysłów. Powinien nastąpić pewien moment, kiedy duchowy zbiornik napełnia się na nowo, im
radykalniej się zmienia zawartość, tym lepiej. Człowiek pozytywny, który zawsze każdej nowej
myśli oczekuje w pozycji szermierza, który nigdy nie zadaje sobie trudu wsłuchania się recepcyjnie
w rzeczy nowe, niewiadome, który nieprawdopodobne bierze za niemożliwe, dla którego jego
własne ograniczone poznanie jest jedynym wyrokiem - taki człowiek musi nieodzownie w tej
duchowej pozycji zbiednieć i stać się bezsilnym! Na odwrót zaś, ludzie negatywni, którzy tylko
przyjmują, którzy są zawsze mniemania usłyszanego ostatnio, których czyjaś ironia lub wzruszenie
ramion zniechęca, ci ludzie podobni są do kanału, przez który wszystek brud i gnój przepływa, aż
póki wszystkie otwory nie zostaną zapchane dla rzeczywiście cennych prądów i póki sami nie staną
się zupełnie niezdolni do wysyłania sił pozytywnych.
Na ogół należy się stosować do prawidła, że pozytywnym trzeba być wśród ludzi światowych,
negatywnym zaś w dobrze przygotowanej samotności. Kto w samotności toczy jeszcze duchową
walkę ze swymi przeciwnikami, ten traci tylko na próżno swe siły.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]