Próba inicjacji - Ramtha, RAMTHA

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Ramtha
Próba Inicjacji
Niniejsza przypowieść jest tłumaczeniem podrozdziału (strony 230-242)
zatytułowanego „Test of an initiate” pochodzącego z książki Ramthy
zatytułowanej
A Masters Reflection on the History of Humanity. Part 1. Human
Civilization. Origins and Evolution.
Wydanej przez JZK Publishing w 2001 roku.
Aby jak najpełniej skorzystać z tego niezwykłego przekazu, warto
zapewnić sobie dobre warunki do lektury i przeczytać ten tekst w skupieniu.
Tłumaczenie nie ma autoryzacji Ramtha's School of Enlightenment (RSE).
Próba inicjacji
Strona 1
Próba Inicjacji
Dawno temu w odległej krainie żył znamienity człowiek. Pochodził z bardzo bogatej
rodziny - rodziny właścicieli ziemskich i właścicieli młynów. Wywodził się zaiste z
nieskazitelnego rodu, w którym mężczyźni słynęli ze swojej szlachetności, zręczności,
lekkości ruchów i uczonych umysłów. Mężczyzna ten poślubił kobietę, której rodzina nie
mogła poszczycić się ani tak szlachetną krwią, ani urodzeniem, ani bogactwem. To była
prosta rodzina. Ojciec kobiety pracował w młynie.
Kobieta – naturalna, delikatna i niezwykle piękna – powiła mężczyźnie dorodnego
syna, syna, którego oczy skrzyły się, jak gorący błękitny metal, i którego śmiech, mądra i
żywa twarz wydawały się rozumieć gruchanie ptaków na wolności. Chłopiec wzrastał w
niezwykle zamożnym domu. Jego ojciec składał ofiary znanym sobie Bogom, wyrażając
swoją wdzięczność, za to wszystko, co miał: za syna – miłość swego serca. I tak wielka była
jego wdzięczność, że nie odprawił nigdy swojej żony i nie pojął drugiej i z nią tylko sypiał,
ponieważ czuł, że jego więź z tą kobietą jest święta, a owoc ich związku poczęty z jego
nasienia będzie znakomitym przedłużeniem jego rodu.
Wszędzie szukał nauczycieli i korepetytorów dla syna, namawiając aby zgodzili się
przybyć i uczyć go. Wszyscy, którzy podejmowali się tego zadania twierdzili, że chłopiec jest
pomazańcem, a łuski spadły już z jego oczu. Jego ojciec w pokorze kłaniał się nisko ze łzami
w oczach, lecz nie rozumiał, co mieli na myśli.
Pewnego dnia jeden z nauczycieli, który przybył z Dalekiego Wschodu w oparach
kadzideł, przypraw i wonnych olejów na brodzie, przyszedł do ojca i rzekł: „
Nie mogę już
nauczać twojego syna. Jego wiedza przewyższa moją, a jego talenty moje doświadczenie. Najlepiej
uczynisz, jeśli poszukasz Mistrza dla swojego syna, bo choć jest utalentowany, jego serce jest dzikie i
nad wyraz żywe. Buntuje się przeciwko nauce i pragnie tylko rywalizować ze swoimi towarzyszami i
zwyciężać ich
”.
Wizyta nauczyciela i jego słowa wprawiły ojca w szok, ponieważ do tej pory nie
dostrzegał takich skłonności u swojego jedynego syna. Mimo to wysalał posłańców w
poszukiwaniu Mistrza Nauczyciela. Jeden z nich powrócił, oznajmiając, że Mistrz
Nauczyciel przybędzie w ciągu dwóch tygodni, przedstawi swoje warunki i będzie nauczał
chłopca. W ciągu dwóch tygodni dokonano potrzebnych przygotowań. Zarżnięto najlepsze
baranki oraz cielęta. Zebrano najdorodniejsze owoce i warzywa. Wypieczono chleby. Całe
królestwo pachniało pieczonym chlebem, mięsem i miodem i palonymi ogniskami i
Próba inicjacji
Strona 2
wonnymi olejami i octem balsamicznym i czosnkiem i słodkimi przyprawami. Powietrze
przesycone było radością i dźwiękami cymbałów z kuchni, gdzie kucharze tańczyli,
przygotowując potrawy. Wszyscy mogli wszystkiego spróbować. Stroje białe, świeże
wyprane już czekały w izbach. Całe złoto i cała miedź błyszczały wypolerowane, a kamienie
poszarzałe wskutek upływu czasu odzyskał swój dawny blask i odbijały światło jak ogniste
gwiazdy w południowym słońcu.
Nadszedł ten dzień, kiedy na ośle przybył Mistrz Nauczyciel. Wokół niego unosił się
zapach zgniłych jaj i zbyt długiej podróży. Jego potargane włosy były kompozycją kurzu i
pyłu ze wszystkich stron świata i nawet zapach świeżo upieczonego chleba nie mógł zabić
jego smrodu. Mężczyzna sięgnął po chusteczkę nasączoną wonnymi olejami, chcąc zakryć
nią nos, by ten obrzydliwy odór nie przeniknął do jego nozdrzy i mózgu, lecz coś go
powstrzymało. I wtedy właśnie pojawił się jego syn.
Mistrz Nauczyciel nie przyjął żadnego jedzenia, ani zapłaty, nie chciał tańców, ani
noclegu, wolał spać na zewnątrz. Przywołał do siebie chłopca. Ten przyszedł wystrojony z
olejkami wtartymi we włosy, namaszczoną twarzą, w nieskazitelnie białych szatach,
wypinając dumnie pierś, na której w całej krasie lśnił kamień domu jego ojca i skrzywił się
na widok Mistrza Nauczyciela.
Mistrz Nauczyciel obejrzał go od stóp do głów. Zajrzał mu do ust, zerknął pod
napierśnik i koszulę, przyjrzał się dłoniom, zajrzał do uszu, przeczesał włosy na głowie,
powąchał oleje, którymi był namaszczony i nie wypowiedziawszy ani słowa podniósł kij
leżący na drodze i uderzył nim chłopca. Ku przerażeniu ojca po chwili uderzył go ponownie.
Nikt nie śmiał tknąć Mistrza Nauczyciela z obawy, że był czarodziejem. Szkarłatny strumień
popłynął po skroni chłopca, niewielka strużka krwi dostała się do zewnętrznego kącika jego
oka, lecz nie podniósł dłoni, by ją zetrzeć i tępo wpatrywał się w Mistrza Nauczyciela. Nie
uczynił nic, by się obronić. Po prostu stał i przyjmował razy.
A mistrz popatrzył chłopcu długo i głęboko w oczy. Wokół brzmiała przejmująca
cisza, niezakłócana żadnym dźwiękiem. Nauczyciel obrócił się, by odejść. Oczy chłopca
wypełniły się łzami i pobiegł za tym tajemniczym mężczyzną. Nie wiedział dlaczego, a
przecież nikt nigdy go jeszcze nie uderzył, ponieważ był dumą domu swojego ojca. Nikt
nigdy nie widział jego krwi z wyjątkiem jego matki tej nocy, której przyszedł na świat. Nikt
nigdy nie dotknął jego twarzy. I pobiegł za tym nauczycielem. W oka mgnieniu zapach
starego mężczyzny stał się podobny zapachowi kwiatów. Chłopiec nie wiedział z jakiego
powodu, ale pragnął, by ten mężczyzna go nie opuścił.
Próba inicjacji
Strona 3
Stary nauczyciel podszedł do swojego osła, dosiadł go i poprawił bagaże. Zwrócił
twarz w kierunku zachodu i zapatrzył się w dal. Chłopiec spojrzał na swego ojca i
powiedział: „
Ojcze, nie pozwól mu odejść
”. W tym samym momencie Mistrz Nauczyciel
obrócił się na ośle i rzekł do ojca: „
Przyjmę twojego syna na naukę, lecz nie będę uczył go tutaj
”.
Tak więc ojciec przygotował wszelką potrzebną garderobę i zapakował pełne kufry.
Ku jego rozczarowaniu Mistrz Nauczyciel postukał kijem we wszystkie kufry i powiedział:

Nie będzie potrzebował żadnej z tych rzeczy. Przynieś zgrzebną koszulę, popiół, olej, jednodniowy
chleb i twardy ser. Przynieś mi to, co spożywają ludzie pracujący u ciebie w kuchni. Przynieś mi to i
pod żadnym pozorem, powtarzam pod żadnym pozorem, nie siodłaj dla niego konia. Przyprowadź mu
osła
”. Ku zdziwieniu wszystkich i ku wielkiej radości chłopca, ubrano go w zgrzebną
koszulę, a w czoło i namaszczone wonnymi olejami włosy wtarto popiół. Zgromadzono
jedzenie, o które prosił nauczyciel i wszystkim wydawało się, że nie starczy ono nawet na
dwa tygodnie. Ze stajni przyprowadzono starego, zdziwaczałego osła, który przebywał tam
od niewiadomo jak długiego czasu i umieszczono na nim chłopca i jego prowiant. I długo
jeszcze na horyzoncie widać było starego mężczyznę i małego chłopca, jadących na osłach.
A ojciec jego szlochał i łkał i łkał i szlochał i wszyscy domownicy płakali, bo światło
oczu ich pana zniknęło z domu. Ale matka wiedziała i przez łzy uśmiechała się, ponieważ
rozumiała, że przeznaczeniem jej syna było przebywać z dala od jej łona.
Mistrz Nauczyciel zabrał chłopca do miejsca położonego wysoko w górach. Jakże
wielkie było jego zdumienie, gdy spotkał tam inne dzieci i ludzi różnych wielkości. Już z
daleka miejsce to rozbrzmiewało łagodnymi dźwiękami fletów, cytr, lir i wdzięcznych
głosów. Korytarzami sunęli ludzie podobni duchom, słodko pachnący i delikatni, spokojni i
wyciszeni. Złote światło przeświecało przez otwory w dachu nadając pomieszczeniom
mistyczny i wielowymiarowy wygląd. Miejsce spoczynku chłopca było
surowe
i
prymitywne, lecz tam właśnie rozpoczął swoją naukę pod okiem Mistrza Nauczyciela, który
nauczał go, nauczał go od początku i starał się przekazać mu zrozumienie.
Młodzieniec wyrósł na przystojnego mężczyznę. Rozwijał się i stopniowo
przechodził przez kolejne poziomy rozwoju w szkole. Potrafił grać na flecie, a melodie które
wygrywał niosły się dolinami i nie dawały spokoju wzgórzom, podchwytywane przez
gołębice o świcie. Cytra i lira w jego rekach zdawały się być złotymi nićmi, splatającymi się
w światło poranka, które tańcząc na jego twarzy z daleka nadawało mu wygląd złocistej
istoty. Potrafił kontemplować myśli i doświadczać komunii z drzewami. Rozumiał muzykę
Próba inicjacji
Strona 4
strumienia wartko toczącego swe wody ze skalistych gór w dół ku dolinom. Przebywał
świadomie w chmurze i pojął jej naturę.
Młody mężczyzna był adeptem mistycznej, cudownej sztuki tego, co znane i powoli
wkraczał na obszar tego, co nieznane aż do dnia, w którym jego wielki nauczyciel – wciąż w
tym samym wieku – przyszedł do niego i przerwawszy mu kontemplację, rzekł: „
Nadszedł
czas
”. Młodzieniec, nastoletni już teraz i fizycznie dojrzały, podniósł się bez słowa. Mistrz
Nauczyciel poprowadził go nieznanym mu korytarzem, gdzie zawiązano mu opaskę na
oczach i znów posadzono na ośle. I ponownie udał się w podróż. Wydawało mu się, że
przechodzą przez jaskinie, ponieważ kopyta osła uderzały o kamienie i rozbryzgiwały wodę,
a ich stukot odbijał się echem wokół niego. I ogarnęło go złe przeczucie, lecz ufał swojemu
nauczycielowi i kochał go.
O poranku, po dwóch dniach bez widoku żadnej ludzkiej twarzy, ani żadnej rzeczy
Mistrz Nauczyciel zdjął mu opaskę z oczu, nakarmił gorzkim zielem i herbatnikami i
powiedział: „
Dziś nastąpi twoja inicjacja. Opuścisz na zawsze łono kobiet i udasz się do krainy
głębszego zrozumienia, do by tam żyć, lecz najpierw musisz ukończyć to zadanie
”. Po raz pierwszy
w życiu młody mężczyzna zadrżał z niepewności. Nie było to tym samym, co wspomnienie
bycia uderzonym w głowę przez Mistrza Nauczyciela. Wtedy była to swoista pewność,
której nie umiał wyjaśnić, ale teraz to była niepewność. Błagał więc swojego Mistrza
Nauczyciela: „
Powiedz mi proszę dokąd się udaję i co mam tam uczynić?
”.
A nauczyciel spojrzał na niego i powiedział mu: „
Pamiętasz jak dokazywałeś ze swoimi
towarzyszami zabaw, kiedy byłeś dzieckiem i jak zwyciężałeś ich wszystkich?

Zaskoczony odpowiedział: „
Tak, lecz nie kontemplowałem tego od wielu lat
”.

Udasz się wiec do pewnego miejsca, gdzie będziesz dokazywał z wyższymi istotami, lecz tym
razem to będzie próba i musisz ją przejść. I tylko dwojgu się to uda
”.
To zmartwiło go, ponieważ w głębi serca skrywał nieuświadomioną skłonności do
rywalizacji. Z dużą więc dozą lęku oraz niepokoju – zaiste niezwykle pożądanych uczuć,
których nie doświadczał od czasu dzieciństwa – dał się poprowadzić do pomieszczenia,
które zdawało się być wydrążone w skale. Lśniło wygładzonymi kamieniami, wspierając się
na kolumnach jakby wyrzeźbionych w żywym kamieniu. Przedwieczne minerały znaczyły
kolumny siateczką żył.
Tam zobaczył istoty, które zdały się tworzyć wysoką radę. Nigdy wcześniej ich nie
widział, a byli to niezwykle piękni ludzie, w strojach utkanych jakby z żywego ognia. Głowy
okolone mieli namaszczonymi i długimi włosami, a twarze choć bez wieku, zdawały się być
Próba inicjacji
Strona 5
[ Pobierz całość w formacie PDF ]