Proctor Kate Spadek, Książki - Literatura piękna, Bonia, Harlequiny nowe różne

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ROZDZIAŁ PIERWSZY
4
r
Daniel Blake był wściekły. Świadczył o tym agre­
sywny wyraz twarzy i ledwie widoczny nerwowy
tik.
O tak, Daniel Blake jest niewątpliwie wściekły,
pomyślała Jane Ashford, choć musiała przyznać, że
wbrew plotkom dotyczącym wybuchowości jego
charakteru, potrafił się opanować.
Bez kłopotu oceniła jego reakcję na słowa Marcusa
Watsona, sędziwego prawnika, który czytał testament
zmarłej niedawno Dolly Blake. Ale określenie jej
własnej reakcji było czymś zupełnie innym.
Skoncentrowała się znowu na słowach, które tak
trudno było jej zrozumieć, i jej twarz przybrała wyraz
skupienia.
- Oprócz pięćdziesięciu procent udziałów w Blake
Enterprises, po głębokim zastanowieniu zdecydowałam
również, że moja połowa domu w Windsor Gardens
przejdzie na własność jedynej żyjącej spadkobierczyni
Joego Marleya - wyżej wymienionej panny Jane
Marley - ciągnął prawnik. - Zdaję sobie sprawę, że
ta decyzja będzie przyjęta przez mojego wnuka, Daniela
Blake'a, z równą niechęcią, jak ta dotycząca przenie­
sienia praw własności firmy... - Marcus Watson
przerwał na chwilę, którą Daniel wykorzystał na
okazanie dezaprobaty. - Jednakże wyrażam nadzieję,
6
SPADEK
iż lepiej zrozumie on kierujące mną powody, gdy
przeczyta list, który wkrótce otrzyma.
Jedno spojrzenie na twarz Daniela wystarczyło
i Jane zrozumiała, że tylko naiwność lub niepoprawny
optymizm pozwoliły Dolly wierzyć, że wnuk kiedykol-
wiek zrozumie jej dziwaczny testament.
Jane skupiła się ponownie na słowach prawnika.
Usłyszała w nich potwierdzenie roszczenia, które
pojawiało się w sporadycznych tyradach wygłaszanych
przez jej nieżyjącego dziadka przeciwko jego dawnemu
partnerowi, Robertowi Blake'owi. Dziadek przypisywał
sobie prawo do będącego niegdyś jego własnością
domu w ekskluzywnym Windsor Gardens.
- Panno Ashford, chciałbym zamienić z panią słowo
- powiedział Marcus Watson podchodząc do niej,
gdy inni spadkobiercy po Dolly Blake zaczęli opuszczać
wyłożony boazerią pokój.
Jane spojrzała na starszego pana i nerwowo odgar-
nęła opadające na twarz włosy.
- Tak... przepraszam - wyjąkała i chciała wstać,
lecz zawahała się na widok Daniela, który szedł w ich
kierunku. - Obawiam się, że wciąż jeszcze nie bardzo
to wszystko ogarniam.
- To zrozumiałe - odpowiedział prawnik i obrócił
się nieco, gdy Daniel z gniewnym wyrazem twarzy
zbliżył się do nich.
- Moi prawnicy skontaktują się z panem - poin-
formował zwięźle Marcusa Watsona.
Prawnik skinął głową i podał mu kopertę.
- List, o którym pisała pańska babcia - wyjaśnił.
Daniel wziął kopertę bez słowa i zerknął przelotnie
na Jane spod bujnych brwi.
- Będę u siebie w biurze, kiedy pani skończy,
panno Ashford... czy może woli pani, żeby nazywać
ją teraz panną Marley? - powiedział lodowatym
tonem, odwrócił się i odszedł.
SPADEK
7
- Obawiam się, że moja rada, aby nieboszczka
uprzedziła panią i pana Blake'a o swoich planach, nie
została przyjęta - westchnął prawnik i usiadł obok
Jane, kładąc dokumenty na stole przed nimi, - Pani
Blake wolała wyjaśnić swoje postępowanie za moim
pośrednictwem, niż pisać do pani, tak jak uczyniła
w przypadku swojego wnuka... Choć muszę stwierdzić,
że przekazała mi jedynie same ogólniki.
Jane nie odpowiedziała, na próżno czekając, że to
wszystko okaże się snem.
Zakładam, ze wie pani cokolwiek o konflikcie
Blake'ów z Marleyami? - spytał adwokat z obawą
w głosie.
Niebieskie oczy Jane pociemniały na samo wspo-
mnienie o tym konflikcie. To właśnie z jego powodu
jej dziadek skończył jako bankrut, o co później
szaleńczo sam siebie obwiniał. Zgorzknienie przeszło
z ojca na syna i w efekcie zniszczyło małżeństwo jej
rodziców. A teraz pytano ją, czy wiedziała cokolwiek
o sprawach, które mogły zrujnować również jej życie!
Wiem, że mój dziadek i Robert Blake byli
wspólnikami i że Robert Blake ograbił go ze wszyst-
kiego - powiedziała spokojnie.
- Być może nie znam wszystkich szczegółów, ale
mogę panią zapewnić, że to nie było takie proste
- stwierdził delikatnie Marcus Watson. - Z tego, co
wiem, obaj byli niezłymi huncwotami... Nawet pani
Blake była gotowa to przyznać. - Zawahał się przez
chwilę - Czy wie pani o tym, że Joe Marley i pani
Blake byli niegdyś zaręczeni?
Jane potrząsnęła głową, nie mogąc ukryć zdumienia.
I chociaż rozpad spółki miał miejsce wiele lat
później, moja klientka dała mi jasno do zrozumienia,
że jego przyczyną w dużym stopniu było zerwanie
przez nią zaręczyn i późniejsze poślubienie Roberta
Blake'a.
8
SPADEK
- Czy podała panu jakieś szczegóły?
Pokręcił przecząco głową.
- Być może list do pana Blake'a zawiera ich więcej.
Jane wzruszyła ramionami.
- A więc to wszystko sprowadza się do
cherchez la
femme -
szepnęła gorzko. - I Dolly Blake chciała
uspokoić sumienie, wykorzystując do tego mnie.
Zarówno uśmiech, jak i szczere ciepło na twarzy
prawnika zdumiały Jane.
- Wątpię, czy powiedziałaby to pani, gdyby znała
panią Blake. Nie czuła się winna, ale chciała być
uczciwa. Uważała ich obu za nicponi i była przekonana,
że losy bardzo łatwo mogły potoczyć się inaczej. Dlatego
właśnie sporządziła taki testament. - Znów ciepło się
uśmiechnął. - Mówiła, że gdyby Joe Marley i Robert
Blake nie byli w gorącej wodzie kąpanymi głupcami,
pani i Daniel zostalibyście współspadkobiercami. Za
pomocą testamentu chciała przywrócić porządek.
- Przypuszczam, że powinnam czuć się wdzięczna
- westchnęła Jane wciąż oszołomiona. - Ale jestem
tylko zwyczajną kobietą... Po prostu nie wiem, co
robić z taką fortuną.
- Raczej władzą, niż fortuną - poprawił Marcus
Watson. - To prawda, że na papierze zapisana pani
połowa Blake Enterprises jest warta fortunę. Jednak
jedyną osobą, której mogłaby pani sprzedać prawo
własności, jest Daniel Blake i, chociaż jest on bardzo
bogaty, wątpię, czy nawet jego byłoby stać na to, aby
panią wykupić. To samo dotyczy, zgodnie z wolą
pani Blake, domu - tylko jej wnukowi mogłaby pani
sprzedać swoją połowę, lecz w żadnym wypadku nic
możecie wzajemnie zmuszać się do takiej sprzedaży
lub kupna.
- Może zabrzmi to bardzo niewdzięcznic powie-
działa Jane w zamyśleniu - ale hojność pani Blakre
jest chyba obwarowana wieloma warunkami
SPADEK
9
- Nie byłoby ich mniej, gdyby pani dziadek i Robert
Blake pozostali wspólnikami - odpowiedział prawnik.
- Natomiast moją klientkę zastanawiały, mnie w tej
chwili także, powody, które skłoniły panią do podjęcia
pracy w firmie, co przysporzyła pani rodzinie tyle
przykrości.
Jane wahała się przez chwilę, a jej policzki pokrył
rumieniec. Agencja pośrednictwa pracy, do której
zgłosiła się cztery lata temu, gdy skończyła szkołę
średnią, umówiła ją na rozmowę z trzema ewen-
tualnymi pracodawcami. Jak na ironię, jedna z roz-
mów miała mieć miejsce w Blake Enterprises. Jane
początkowo chciała odrzucić propozycję. Jednak
nie mogła oprzeć się pokusie, aby odbyć tę rozmowę.
Wyobraziła sobie bowiem, że czar, jaki roztoczy
wokół siebie, spowoduje, iż wszyscy dyrektorzy
firmy będą ją błagać na kolanach, aby przyjęła
ich ofertę.
Po prostu potrzebowałam pracy - mruknęła
z zakłopotaniem.
Oczywiście nikt nie wpadł w zachwyt. Została
przyjęta przez młodą, spontaniczną kobietę, której
nie skrywany entuzjazm dla firmy udzielił się Jane,
szczególnie gdy dowiedziała się o nowoczesnej or-
ganizacji pracy i o płacach znacznie przewyższających
średnie pensje.
Mój dziadek i mój ojciec już wtedy nie żyli.
A matka nie miała nic przeciwko mojej pracy w tej
firmie - dokończyła.
Marcus Watson ze zrozumieniem skinął głową
i spojrzał na zegarek.
Muszę juz iść, bo mam niebawem spotkanie
z następnym klientem wyjaśnił. Wstał i podał Jane
swoją wizytówkę
Jeśli będzie pani miała jakieś
wątpliwości, chętnie udzielę porady.
Uśmiech, którym Jane pożegnała prawnika, znikł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]