Przebudzenie - Anthony de Mello, Książki Tekstowe

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
PrzebudzenieAnthony de MelloPrzygotował do druku /. Francis Stroud 5. J.Z angielskiego przełożyliBeata ModerskaTadeusz Zyskwiat KsišżkiTytuł oryginałuAwareness. Anthony de MelloSpirituality Conference in His Own WordsOkładkę i strony tytułowe projektowała Bożena KowalewskaKorektaIrena KulczyckaLicencyjne wydanie klubu"wiat Ksišżki" za zgodš Wydawnictwa REBISCopyright ţ 1990by The Center for Spiritual Exchange All Rights ReservedPublished by arrangement with Doubleday, a division of BantamDoubleday Dell Publishing Group, Inc. Translation copyrightţ 1992 by REBIS PublishingHouse, Ltd., PoznańDrukowano w Niemczech, Graphischer Groţbetrieb, GGP"B.M." Sp. z o.o. VI Oddział Warszawa - wiat Ksišżki Warszawa 1994ISBN 83-7129-005-5 Nr 1041WstępKiedy wród przyjaciół poproszono Tony'ego de Mello, by powiedział parę słów o swojej pracy. Wstał i opowiedział historyjkę, którš póniej powtórzył w trakcie rekolekcji i którš odnaleć można w jego"piewie ptaka". Ku memu zmieszaniu opowieć tę adresował do mnie.Pewien człowiek znalazł jajko orła.Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylšgł się ze stadem kurczšt i wyrósł wraz z nimi.Orzeł przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka, mylšc, że jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi szukajšc glist i robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłamii fruwać kilka metrów w powietrzu.No bo przecież, czyż nie tak włanie fruwajš koguty?Mingly lata i orzeł zestarzal się.Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobš na czystym niebie wspaniałego ptaka.Plynšł elegancko i majestatyczniewród pršdów powietrza,ledwo poruszajšc potgżnymi, złocistymi skrzydłami.5Star-y ur-zeł patr-zył w ţór4 uszułumiuny.- Cu Iu jest?zapytał kurţ stujšcţ obuk.- To jest orzeł, król ptakówudrzekła kur-a.Ale nie myl o tymTy i ja jestemy inni niż un.Tak wigc orzeł więcej o tyrn nie mylał. I umarł, wierzšc,że jest kogutem w zaţrodzie.Poczułem zmieszanie? Nie, wrgcz zniewagę! Publicznie porównany do kury. Ale przecież w pewnym sensie miał racjg, ale i nie miał. Znieważony? Ależ nie! Nie o to chodziło Tony'emu. Ale przecież przypowieć ta była adresowana do mnie i pozostałych słuchaczy. W jego oczach byłem orłem, niewiadomym, jak wysoko mogš go ponieć jego skrzydła. Opowiadanie to pozwoliło mi pojšć wielkoć Tony'ego, jego miłoć i szacunek dla innych. Ujmowało to niezwykle trafnie istotę jego pracy, sens działań zmierzajšcych do przebudzenia. To był Tony w swej najlepszej tormie, głoszšcy znaczenie przebudzenia, znaczenie nas samych dla siebie i innych, wskazujšc na fakt, iż jestemy lepsi, niż sami wiemy o tym.W niniejszej ksišżce wypowiedzi Tony'ego majš formę dialogu, rozmowy - ujawnia on wszystkie swoje zalety w polemice, walce. Porusza te wszystkie tematy, które tkwiš głęboko w sercach słuchaczy.Zachowanie siły jego słów, spontanicznoci i umiejgtnoci prowadzenia dialogu było dla mnie w tej ksišżce głównym zadaniem po jego mierci. Dziękuję bardzo za pomoc, jakš otrzymałem od Georgea McCauleya 5.)., )oan Brady, Johna Culkina i innych - zbyt wielu, by ich tu wymienić.Raduj się tš ksišżkš, niech myli w niej zawarte przeniknš do twej duszy, słuchaj ich - tak jak sugeruje Tony - sercem. Słuchajšc Tony'ego, usłyszysz też siebie. Pozostawiam Cig z Tonym - duchowym przewodnikiem, przyjacielem na całe życie.J. Francis Stroud S.J. de Mello Spirituality CenterFordham University Bronx, New YorkPrzebudzeniePrzebudzenie to duchowoć. Ludzie najczgciej piš, nie zdajšc sobie z tego sprawy. Rodzš się pogršżeni we nie. Żyjš nišc. Nie budzšc się zawierajš małżeństwa. Płodzš dzieci we nie i umierajš, nie budzšc się ani razu. Pozbawiajš się tym samym możliwoci zrozumienia niezwykłoci i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni sš co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większoć ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie sš w stanie tego pojšć, gdyż pogršżeni sš we nie. niš sen prawdziwie koszmarny.W ubiegłym roku oglšdałem w hiszpańskiej telewizji pewnš historyjkg o mgżczynie, który pukajšc do drzwi pokoju swego syna wołał:- )aime, obud sig! Syn w odpowiedzi:- Nie chcę wstawać, tato.Poirytowany ojciec:- Wstawaj, musisz ić do szkoły! )aime na to:- Nie chcę ić do szkoły.- Dlaczego? - pyta ojciec.- Sš trzy powody ku temu - stwierdził )aime. - Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczajš, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzg szkoły.Na to ojciec:- To ja ci podam trzy powody, dla których powiniene pójć do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowišzek; po drugie, bo masz czterdzieci pigć lat; i po trzecie, ponieważ jeste dyrektorem szkoły.Obud sig! Przebud się wreszcie! )este dorosły. Nie jeste niemowlakiem, by cały czas spać. Obud się! Porzuć swe zabawki. Pora wydoroleć.Większoć ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opucić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówiš prawdy. )edyne, czego naprawdg chcš, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi mojš żong '. "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pienišdze '."Zwróć mi mojš wczeniejszš reputacjg". Tego włanie naprawdę chcš. Pragnš, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzš, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcš naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekujš ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczš najbardziej przyjemnš. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mšdry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy piš. Naprawdę, nie moja to sprawa, że pisz. I jeli nawet będg niekiedy mówił "obud się ', to bynajmniej nie po to, by przerwać twój sen. Mojš sprawš jest robić jedynie to, co powinienem. Tańczyć swój taniec. )eli potraficie uzyskać co dla siebie z tych moich rozważań, to bardzo dobrze; jeli nie, tym gorzej dla was! )ak powiadajš Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnšć cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach".Czy pomogg wampodczas tych rekolekcji?Mylicie, że zamierzam wam dopomóc? Nie. Po stokroć nie. Nie spodziewajcie sig, aby to, co mówig, pomogło komukolwiek. Mam jednak nadzieję, że tym, co powiem, również niko- mu nie zaszkodzę. )eli moje rozważania miałyby wyrzšdzić ci jakš szkodę - to przyczyna tej szkody tkwi w tobie. )eli udałoby się w czym tobie dopomóc - to sam tego dokonałe. Naprawdg, to ty sam sobie pomogłe. Nie ja. Czy uważasz, że ludzie sš w stanie ci pomóc? )eli tak mylisz, to jeste w błędzie. Czy sšdzisz, że ludzie dadzš ci oparcie? Wierz mi, nie mogš ci tego dostarczyć.Pamiętam pewnš kobietg bioršcš udział w prowadzonej przeze mnie grupie psychoterapeutycznej. Była to bardzo religijna siostra zakonna. W trakcie posiedzenia powiedziała mi:- Nie czuję wsparcia ze strony przełożonej.Zapytałem jš zatem:- Co przez to rozumiesz?A ona na to:- Moja przełożona, stojšca na czele prowincji, nigdy nie pojawia się wród nowicjuszek, które mi podlegajš. Nigdy. Z jej ust nigdy też nie padły słowa uznania.Odpowiedziałem jej na to:- Dobrze, odegrajmy małš scenkę. Załóżmy, że znam przełożonš prowincji. Przypućmy, że wiem, co ona myli na twój temat. A więc mówię ci (jako osoba grajšca rolg przełożonej prowincji): "Wiesz, Mary, nie pojawiam się nigdy u ciebie, gdyż jest to jedyne miejsce w prowincji, które nie przysparza mi kłopotów. Wiem, że podlega ono tobie, a więc wszystko musi być w porzšdku". )ak się teraz czujesz?- zapytałem.- Wspaniale - odpowiedziała.Wówczas jej powiedziałem:- Czy zgodzisz się na chwilg opucić ten pokój? Będzie to czgć zadania.Wyszła. Podczas jej nieobecnoci powiedziałem do reszty uczestników sesji:- Nadal jestem przełożonš prowincji. Mary jest jak dotšd najgorszš ze wszystkich podległych mi mistrzyń nowicjatu. Nie pojawiam się u niej, gdyż nie mogg znieć widoku tego, co ona tam u siebie wyprawia. To jest po prostu straszne. )eli jednak powiem jej prawdg, biedne nowicjuszki jeszcze bardziej na tym ucierpiš. Za rok, dwa zamierzam zastšpić jš kim innym. Przygotowuję już kogo na jej miejsce. Na razie pomylałam, że powiem jej kilka miłych słów, aby jej pomóc przetrwać. Co o tym sšdzicie? - Odpowiedzieli:- No, tak. To jedyne, co mogła w tej sytuacji zrobić. Zawołałem Mary i zapytałem jš, czy nadal czuje się wspaniale.- O tak - odpowiedziała.Biedna Mary! Sšdziła, że otrzymuje wsparcie od przełożonej, a w rzeczywistoci było to zupełnie co innego. )est bowiem tak, iż to, co czujemy i mylimy, stanowi zazwyczaj iluzjg wyprodukowanš przez nasze głowy, łšcznie z tym wszystkim, co dotyczy pomocy udzielanej nam przez innych ludzi.Mylisz, że pomagasz ludziom, bo ich kochasz. )eli tak, to chciałbym cię powiadomić, że w nikim nie jeste zakochany. Kochasz jedynie swš z góry przyjętš i pełnš nadziei wizję tej osoby. Pomyl o tym przez chwilg. Nigdy nie byłe zakochany w rzeczywistej osobie, byłe natomiast zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest włanie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda? ")ak mogłe mnie do tego stopnia zawieć, skoro ja tobie tak ufałem?" - mówisz komu. Czy rzeczywicie ufałe mu? Nigdy nikomu nie ufałe! Przestań w to wierzyć! To częć prania mózgu, ufundowanego ci przez społeczeństwo. Przecież nigdy nik... [ Pobierz całość w formacie PDF ]