Przeklęta Róża - rozdział 2, &Przeklęta Róża&

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Rozdział drugi
Nast
ę
pnego poranka w szkole Roxy była lekko podenerwowana sytuacj
ą
z poprzedniego dnia. Nie była do ko
ń
ca pewna czy zakl
ę
cie dobrze zadziałało, a
nawet je
ś
li tak, to na jak długo. Mimo praktykowania zakl
ęć
od najmłodszych
lat, nadal nie sprawdzała si
ę
dobrze w zadaniach typu „Rzu
ć
urok”. Mogło to si
ę
wydawa
ć
łatwe, ale takie nie było. Zreszt
ą
, całe
ż
ycie czarownicy w liceum dla
normalnych ludzi, nie było łatwe.
Była wła
ś
nie z Penn przy swojej szafce na korytarzu szkolnym, gdy ta
zagwizdała cicho.
- Kogo tu mamy… - mrukn
ę
ła do Roxy, wi
ę
c dziewczyna pod
ąż
yła za
jej wzrokiem i zobaczyła par
ę
nastolatków. Pewnie odwróciłaby wzrok i zaj
ę
ła
si
ę
swoimi sprawami, jak zawsze, gdyby nie to,
ż
e ta parka była jej znajoma.
Dokładniej, to tylko chłopak. Bo był to Jeremy. Stał odwrócony twarz
ą
do
drobnej, niziutkiej dziewczyny, niew
ą
tpliwie chodz
ą
cej do pierwszej klasy,
która była niesamowicie blada, co podkre
ś
lały jej czarne włosy. Jednak pomimo
swojego mizernego wygl
ą
du, u
ś
miechała si
ę
wesoło do swojego towarzysza,
najwyra
ź
niej zakochana.
Kiedy Jeremy nachylił si
ę
nad dziewczyn
ą
i pocałował jej porcelanowy
policzek, Rox ju
ż
odwracała wzrok, ale wła
ś
nie wtedy chłopak spojrzał na ni
ą
.
Zanim chocia
ż
mogła zatopi
ć
si
ę
w jego bł
ę
kitnych oczach, dostrzegła w jego
wzroku błysk, który j
ą
zaniepokoił i kazał spojrze
ć
gdzie indziej. Wydawało si
ę
,
jakby co
ś
rozpoznał… lub zrozumiał. Rox bała si
ę
,
ż
e urok mógł by
ć
za słaby, a
je
ś
li Jeremy sobie przypomni, co si
ę
stało, to b
ę
dzie jej koniec.
Dostała wyra
ź
ne polecenie od Sama; nie mogła afiszowa
ć
si
ę
ze swoimi
mocami i ju
ż
nikt oprócz Liama oraz Penelope nie mógł si
ę
dowiedzie
ć
o jej
prawdziwej to
ż
samo
ś
ci.
Dlatego odwróciła si
ę
z powrotem do swojej szafki, ignoruj
ą
c nerwowe
spojrzenie przyjaciółki i kontynuowała wyci
ą
ganie ksi
ąż
ek, a drzwiczki
skutecznie zasłaniały jej widok po prawej stronie, czyli Jeremy’ego.
- Idzie tu – powiedziała nagle Penn, a dziewczynie zabiło mocniej serce.
- Cholera – zakl
ę
ła i pospiesznie zamkn
ę
ła szafk
ę
, by zaraz zobaczy
ć
twarz Jeremy’ego.
- Ehm, cze
ść
– powiedział lekko nerwowo, a ci
ś
nienie Roxy
podskoczyło.
Przeklęta Róża
- 1 -
by shiny
- Cze
ść
– odparła, staraj
ą
c si
ę
na lekki ton. – Przepraszam, ale
spieszymy si
ę
na lekcje. – Złapała rami
ę
Penny,
ż
eby ta nie zaprzeczyła. – A my
si
ę
chyba nie znamy…
- Nie, nie znamy, ale wydawało mi si
ę
… - zacz
ą
ł, a serce brunetki biło
ju
ż
tak mocno i gło
ś
no,
ż
e była pewna, i
ż
wszyscy je słysz
ą
. Jeremy chwil
ę
si
ę
w ni
ą
wpatrywał, a j
ą
od tych oczu przechodziły dreszcze, lecz była opanowana.
– Niewa
ż
ne. Jeremy Kent, a ty jeste
ś
… Rose? – spytał niepewnie, a Roxanna
nie mogła powstrzyma
ć
u
ś
miechu.
Ile osób myliło j
ą
z tym imieniem…
Pokr
ę
ciła głow
ą
.
- Dobrze celujesz, ale nie trafiłe
ś
. Roxy. Dokładniej, Roxanna Merit. –
U
ś
cisn
ę
ła jego wyci
ą
gni
ę
t
ą
r
ę
k
ę
, a on zrobił co
ś
nieoczekiwanego. Podniósł jej
dło
ń
do ust i delikatnie j
ą
pocałował, nie spuszczaj
ą
c serdecznych oczu z
dziewczyny. Roxanna si
ę
tego nie spodziewała… i musiała przyzna
ć
, bardzo jej
si
ę
to podobało, tak bardzo,
ż
e si
ę
zarumieniła.
Jeremy pu
ś
cił jej r
ę
k
ę
, posyłaj
ą
c w jej stron
ę
uroczy u
ś
miech i spojrzał
na Penn.
- A twoja przyjaciółka…
- Penelope Hall – powiedziała szybko kasztanowłosa, szczerz
ą
c z
ę
by w
u
ś
miechu. Jer pocałował i jej dło
ń
.
Prawdziwy d
ż
entelmen
, pomy
ś
lała Roxy w tej samej chwili, gdy Penny
do niej szepn
ę
ła:
- D
ż
entelmen.
- Có
ż
… - zacz
ę
ła brunetka ochrypłym głosem i musiała odchrz
ą
kn
ąć
,
ż
eby mówi
ć
dalej. – Miło było ci
ę
pozna
ć
, ale naprawd
ę
musimy ju
ż
i
ść
.
Roxy ruszyła korytarzem w stron
ę
łazienki, ci
ą
gn
ą
c za sob
ą
Penelope,
która pomachała chłopakowi na po
ż
egnanie.
Kiedy ju
ż
doszły do damskiej łazienki, Rox powiedziała:
- Mamy problem. – Rozgl
ą
dn
ę
ła si
ę
z obrzydzeniem po ró
ż
owych
płytkach, które, na szcz
ęś
cie, miały jakie
ś
czarne wzory zrobione przez
uczniów.
- Dlaczego? Jest całkiem miły…
- Przyszedł do mnie z własnej woli. – Roxy oparła si
ę
plecami o jedn
ą
z
niewielu suchych i nie pobrudzonych umywalek.
- No i? – Penn stan
ę
ła przed lustrem obok przyjaciółki i przyjrzała si
ę
sobie krytycznie. – Czy ja nie mam za du
ż
ego nosa?
Roxanna wywróciła oczami.
- Nikt nie podchodzi do mnie z własnej woli, o to wła
ś
nie chodzi. I nie
masz za du
ż
ego nosa, tylko du
ż
ego.
Przeklęta Róża
- 2 -
by shiny
Penny spojrzała na ni
ą
z irytacj
ą
.
- Dzi
ę
ki.
Brunetka j
ą
zignorowała.
- Jestem kujonk
ą
, w dodatku z wygl
ą
dem i j
ę
zykiem. Faceci, a
szczególnie dziewczyny, boj
ą
si
ę
mnie pozna
ć
.
- Ja si
ę
nie bałam – sprzeciwiła si
ę
Penelope.
- Bo była
ś
głupia, Penny. Ka
ż
dy normalny człowiek boi si
ę
podej
ść
do
czarownicy, nawet je
ś
li nie wie,
ż
e ni
ą
jest. Po prostu to si
ę
czuje.
Dziewczyna prychn
ę
ła gło
ś
no.
- Przepraszam bardzo, ale wtedy, jako pi
ę
ciolatka, z bezgłowym
mi
ś
kiem w r
ę
ku i zagubionym wzrokiem, nie wygl
ą
dała
ś
na czarownic
ę
z piekła
rodem. Teraz te
ż
tak nie wygl
ą
dasz. – Zlustrowała wzrokiem przyjaciółk
ę
, a po
chwili posłała jej piorunuj
ą
ce spojrzenie. – I nie mów do mnie „Penny”. –
Ostentacyjnie si
ę
wzdrygn
ę
ła.
- Oj, co
ś
si
ę
tak tego przyczepiła? Rok temu ci to nie przeszkadzało –
warkn
ę
ła Roxy, ale zaraz si
ę
uspokoiła. – Mo
ż
e by
ć
Penn? Bo Nel w ogóle mi
do Ciebie nie pasuje.
Kasztanowłosa machn
ę
ła lekcewa
żą
co r
ę
k
ą
, co musiało oznacza
ć
„Niech ci b
ę
dzie”.
- Dziewczyny!
Do łazienki wparował Liam, a Penn wrzasn
ę
ła, łapi
ą
c si
ę
za serce. Rox
wzniosła oczy ku niebu i skrzy
ż
owała ramiona na piersiach.
- Idioto, to łazienka dla dziewczyn! – pisn
ę
ła Penny, a chłopak, lekko
zakłopotany, odwrócił szybko od nich wzrok.
- Wiem, ale…
- I jestem rozebrana, ciołku!
Liam słysz
ą
c te słowa z ust wrednej Penelope, pr
ę
dko odwrócił si
ę
plecami do dziewczyn i jeszcze zasłonił r
ę
koma twarz, mrucz
ą
c: - Nic nie
widziałem, nic nie widziałem…
- Przesta
ń
cie – odezwała si
ę
znudzona Roxy, posyłaj
ą
c złe spojrzenie
u
ś
miechaj
ą
cej si
ę
diabelsko Penelope. A to podobno Liam zachowywał si
ę
niedojrzale.
- Odwró
ć
si
ę
, Liam, nikt nie robi tu striptizu.
Liam z wyra
ź
n
ą
ulg
ą
spojrzał na nie ju
ż
bez skr
ę
powania, a jego oczy
si
ę
zapaliły.
- Widziały
ś
cie dzisiaj Laur
ę
Milton? – spytał z podekscytowaniem w
głosie.
- Dziewczyn
ę
ofiary? – mrukn
ę
ła Roxanna, przygl
ą
daj
ą
c si
ę
swoim
fioletowym paznokciom.
Przeklęta Róża
- 3 -
by shiny
- Ofiary? – Liam nie zrozumiał.
- Jeremy’ego – sprostowała Penn.
- To ona jest jego dziewczyn
ą
? – spytał cicho, a w jego głosie pojawiła
si
ę
rezygnacja. Rox podniosła na niego zdziwiona wzrok, ale on wpatrywał si
ę
w podłog
ę
, wyra
ź
nie zawiedziony.
- Na to wygl
ą
dało – odparła.
Cho
ć
trzymanie za r
ę
k
ę
i całowanie si
ę
w policzek, to jeszcze nie
chodzenie ze sob
ą
, ale…
Nie wtr
ą
caj si
ę
do tego, to nie twój interes
, powiedziała sobie.
- Co z ni
ą
? – Roxy spojrzała wyczekuj
ą
co na przyjaciela.
- Nic. – Wzruszył ramionami. – Po prostu ładnie dzisiaj wygl
ą
dała –
powiedział ze sm
ę
tnym wyrazem twarzy. Całe podekscytowanie wyparowało z
niego, jak za dotkni
ę
ciem magicznego patyka.
Penn parskn
ę
ła cicho, poprawiaj
ą
c włosy przy lustrze, a Rox kopn
ę
ła j
ą
w łydk
ę
.
- Ani słowa, zazdro
ś
nico – sykn
ę
ła do niej, zignorowała jej oburzon
ą
min
ę
i podeszła do Liama.
- Nie martw si
ę
, Liam, w naszej szkole, ba!, na całym
ś
wiecie jest wiele
wolnych dziewczyn, które na Ciebie czekaj
ą
. A mo
ż
e kto
ś
taki jest tu
ż
obok
Ciebie.
- Dzi
ę
ki, Rox, ale nie wmówisz mi,
ż
e jeste
ś
we mnie zakochana.
- Wła
ś
nie dostałam cios prosto w serce. – Roxy przyło
ż
yła teatralnie
r
ę
k
ę
do piersi.
Liam obj
ą
ł j
ą
ramieniem i przytulił do siebie. – Okej, okej. Wiem,
ż
e
mnie kochasz. Wszyscy mnie kochaj
ą
– powiedział dumnie.
- Ju
ż
si
ę
tak nie chwal. – Brunetka dała mu kuksa
ń
ca w bok i obejrzała
si
ę
na przyjaciółk
ę
, która wpatrywała si
ę
w swoje r
ę
ce z dziwnym wyrazem
twarzy. Gdy Rox j
ą
zawołała, Penn podniosła wzrok, wymusiła na sobie
u
ś
miech i wyszła za nimi z łazienki, kieruj
ą
c si
ę
na lekcj
ę
.
Na koszmarn
ą
biologi
ę
.
& & &
Obudził j
ą
cichy szmer dra
ż
ni
ą
c jej wra
ż
liwy słuch. Mrukn
ę
ła,
niech
ę
tnie podnosz
ą
c powieki i jej wzrok padł na ubłocony materiał jej
wczorajsze sukienki, le
żą
cy na krze
ś
le naprzeciwko łó
ż
ka.
Przeklęta Róża
- 4 -
by shiny
Skrzywiła si
ę
, przypominaj
ą
c sobie t
ę
nieszcz
ę
sn
ą
chwil
ę
, kiedy
potkn
ę
ła si
ę
o kłod
ę
i wpadła w
ś
mierdz
ą
ce bagno. Stało si
ę
to tak szybko,
ż
e
nawet Carter, który wydawał si
ę
chcie
ć
j
ą
chwyci
ć
, nie zd
ąż
ył do niej podej
ść
, a
ju
ż
le
ż
ała twarz
ą
w błocie.
Wzdrygn
ę
ła si
ę
z obrzydzeniem i podniosła z łó
ż
ka, rozgl
ą
daj
ą
c po
wielkim pokoju, który, musiała si
ę
przyzna
ć
, przytłaczał j
ą
. Jedyne co w nim si
ę
jej podobało, to garderoba, gdzie czuła si
ę
jak w raju, poniewa
ż
uwielbiała
wszelkiego rodzaju ubrania. Mieszanka fioletu z zieleni
ą
nie bardzo jej si
ę
podobała, ale rodzice nie chcieli przemalowa
ć
jej pokoju, bo uwa
ż
ali,
ż
e jest
bardzo gustowny. Jakby ludzie z zeszłego wieku znali si
ę
na współczesnej
modzie.
Weszła do swojego sanktuarium, powszechnie nazywanego garderob
ą
i
przejrzała ubrania, jakie dzisiaj ubierze. Wybrała proste d
ż
insy i niebieski top na
rami
ą
czkach, bo temperatura na dworze zaczynała w ko
ń
cu przekracza
ć
20
stopni Celsjusza.
Kiedy po jakich
ś
dwudziestu minutach ju
ż
stała przy lustrze i malowała
si
ę
, nagle w szkle dostrzegła jak
ąś
sylwetk
ę
. Drgn
ę
ła przestraszona, lecz
poznaj
ą
c osob
ę
, u
ś
miechn
ę
ła si
ę
szeroko i podbiegła do go
ś
cia.
- Hej. – Pocałowała swojego chłopaka na powitanie, czuj
ą
c w sercu
rado
ść
na jego widok. Nie widziała go zaledwie trzy dni, a ju
ż
zd
ąż
yła za nim
zat
ę
skni
ć
. Jednak on nie wydawał si
ę
podziela
ć
jej rado
ś
ci.
Odsun
ę
ła si
ę
od niego z ostro
ż
no
ś
ci
ą
, przygl
ą
daj
ą
c si
ę
jego chłodnemu
wyrazowi twarzy. Chyba naprawd
ę
wkurzył si
ę
za to,
ż
e go wystawiła
poprzedniego wieczora.
- Gdzie wczoraj była
ś
? – spytał chłodno, poczym si
ę
skrzywił. Nie
chciał brzmie
ć
tak ostro, jedynie martwił si
ę
tym, co stało si
ę
tak wa
ż
nego, by
Vivienne odwołała własn
ą
randk
ę
. Nigdy wcze
ś
niej jej si
ę
to nie zdarzyło. Poza
tym był lekko zawiedziony poprzednim wieczorem. Gotowy był na rozrywk
ę
, a
spotkała go tylko zniesmaczona mina Rudej, jak nazywał Cassidy, co zawsze j
ą
zło
ś
ciło, a jemu poprawiało humor.
- To była nagła sytuacja, nie planowałam tego. – Vinnie wykr
ę
ciła
nerwowo r
ę
ce. Tylko przy Benie dopuszczała do siebie nerwy i za
ż
enowanie.
Tylko przy nim zdarzało jej si
ę
by
ć
mi
ę
kk
ą
. – Przepraszam,
ż
e sama Ci o tym
nie powiedziałam.
- Jaka nagła sytuacja? – Ben spojrzał podejrzliwie na dziewczyn
ę
.
- Sam mnie wezwał – powiedziała, wzruszaj
ą
c ramionami. Miała
nadziej
ę
,
ż
e Ben w ko
ń
cu przestanie zadawa
ć
jej głupie pytania i porz
ą
dnie j
ą
przytuli, jak na chłopaka ksi
ęż
niczki przystało.
- Ten Sam? – Ben drgn
ą
ł, słysz
ą
c to imi
ę
.
Przeklęta Róża
- 5 -
by shiny
[ Pobierz całość w formacie PDF ]