Przemyślenia pospolitego człowieka, Przemyślenia pospolitego człowieka

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Wyobraź sobie że jesteś sam. Nie masz wsparcia w nikim. Nie masz nikogo bliskiego,
komu mógłbyś powierzyć najskrytsze tajemnice. Jest za to jakaś panna X w której się
zakochałeś/zauroczyłeś. Wszystko jest dobrze. Są próby scholii. Stroisz się dla niej. Tylko dla
niej. Nagle bum. Pojawia się panna Y, która była tylko koleżanką. Pojawia się zauroczenie,
jest fajnie, całujecie się, kochacie, robicie razem wiele rzeczy, ale gdzieś tam w Twoich
myślach jest panna X. Masz pannę Y, jest Ci z nią dobrze, ale w każdej sytuacji myślisz o
ukochanej pannie X. Jak jest na gg, szukasz pretekstu żeby pogadać, jak całujesz się z panną
Y myślisz o pannie X, jak ją widzisz serce zaczyna Ci mocnej bić. Cały czas jest w Twoich
myślach. Okazuje się że idzie na studia do tego samego miasta co Ty. Wow.
Przychodzi grudzień. Magiczny czas. Za pół miesiąca święta. Wszyscy są dla siebie
mili. Jesteś chory. Siedzisz w akademiku. I nagle w jednej chwili wpada myśl, a w drugiej
masz już w ręku ośmiostronowy list do panny X o tym jak się dla niej stroiłeś, jak myślałeś
tylko o niej itd. Jest fajnie. Cieszysz się że wreszcie się wszystko wyjaśni. Wysyłasz jej list
(oczywiście e-mailem, bo choć znasz jej adres to jednak nie chcesz tego ujawnić). Gadasz z
nią na gg o wszystkim co jest w liście i nagle dociera do Ciebie, że ona do Ciebie nic nie
czuje i nic nigdy z nią nie będzie. Każesz jej napisać to wyraźnie ( na szczerą rozmowę w
realu nie masz odwagi). I dostajesz to co chcesz. „Między nami nigdy nic nie będzie”.
Któregoś dnia przychodzi przypadkiem na Twój wydział i „rujnuje” doszczętnie twoje
kolokwium. Zamiast skupić się na nim, myślisz tylko o niej. Postanawiasz, że już
definitywnie nigdy nic z nią. Nie piszesz z nią. Nie szukasz już pretekstów do rozmowy.
Wmawiasz sobie, że z tym koniec. Wszyscy mówią „Klin klinem, znajdź sobie kogoś”. Ale
jest jedna rzecz. Mimo że bardzo się starasz zapomnieć, zawsze masz ją w sercu. Widzisz
przejeżdżający mały niebieski samochód, patrzysz na rejestrację i widzisz – tak – to jej
samochód. Widzisz w kościele jej ojca, myślisz sobie - ona na pewno też tu jest.
Wychodzisz. Widzisz ją w aucie. Nawet się uśmiecha - nie do Ciebie tylko do koleżanek z
którymi się przyjaźnisz ( a zwłaszcza z ich rodzicami). Od tamtej pory nie chcesz już jej
widywać. Starasz się nie chodzić tam gdzie ona. Idąc do sklepu myślisz tylko o tym, żeby jej
nie spotkać. Nawet wychodzisz z kościoła jak najpóźniej żeby jej nie widzieć. W
najtrudniejszych dla Ciebie chwilach jest z Tobą panna Y i jej rodzina. Panna X jest daleko. A
jednak cały czas jest w Twoim sercu, w Twoich myślach. I co? I przychodzą dożynki.
Okropność. Wiesz, że nie możesz tam iść bo za bardzo kojarzą Ci się z ukochaną osobą której
już nie ma, wiesz że nie możesz, a właściwie nie powinieneś tańczyć. Po prostu wiesz że nie
powinieneś tam iść. Idziesz więc do pustego domu z którym żegnasz się na 10 lat żeby
popłakać. Coś co zawsze było w Twoim życiu i nie wyobrażałeś sobie bez tego dalszego
życia - nagle się kończy. Siadasz na oknie i ryczysz. Przypominasz sobie te wszystkie dobre i
złe momenty Twojego życia, myślisz o Tych, których już nie ma ciałem, ale są obecni
duchem. Ludzie przechodzą i gapią się na Ciebie, a Ty siedzisz w ciemnych okularach na
parapecie, łzy spływają Ci po policzkach i zauważasz samochód panny Y. Naturalnie nie
widzi Cię, ale myślisz sobie, „a jedzie do mnie do domu, zaraz przyjdzie do tego i wyciągnie
mnie na dożynki”. Jesteś w dziwnym nastroju. Wiesz, że nie powinnaś tam iść ale
podświadomie chcesz żeby panna Y Cię wyciągnęła. Wyglądasz przez okno. Zauważasz, że
wraca. A więc jednak nie przyjdzie po Ciebie. Myślisz: „ A trudno. I tak się tam nie
wybierałem.” Włączasz najsmutniejszą piosenkę na swoim telefonie. Wchodzisz do jednego
pokoju, potem do drugiego – zasłoniętego zasłonkami. Jest w nim ciemno lecz dostrzegasz
sześcioliterowy napis na drzwiach. Uświadamiasz sobie, że jedna z osób które kochałeś nad
życie odeszła na posterunku. Zawsze będzie sprawować urząd mimo, że od dawna sprawuje
go ktoś inny. Łzy zaczynają na nowo wolno spływać Ci po policzkach. Wracasz na swoje
miejsce na parapecie. Zdejmujesz upijające Cię buty i rozmyślasz o osobach, które tak bardzo
kochałeś, o Twoich przeżyciach w domu z którym na długo w jakiś sposób się rozstajesz, o
byłych lokatorach tego domu i nagle... na domiar złego… jedzie ona. Panna X. Twoja
ukochana. Nie widzi Cię, ale Ty ją tak. Jej samochód poznasz zawsze i wszędzie. I wszystko
z nią związane zaczyna się od nowa. Wszystko to, nad czym pracowałeś przez tyle czasu
poszło z dymem w jednej chwili. Chociaż wiesz że z panną X nigdy nic, to nadal masz ją w
sercu, nadal na widok niej przyśpiesza Ci serce, a potem czujesz już tylko ból i choć
próbujesz się wyleczyć z tej chorej miłości to jednak złośliwy los Ci na to nie pozwala. Nie
masz na to wpływu. Nie możesz jej kazać lub zabronić tego czy tamtego. Już i tak masz dosyć
tego paskudnego dnia. Osoby które tak bardzo kochałeś, zakochane pary chodzące w tą i
spowrotem, panna Y, panna X. To za dużo jak na jeden dzień. ( I co robisz? Siedzisz dalej na
parapecie, płaczesz i załamujesz się? A może szukasz kogoś na siłę bo przecież „Klin
klinem” . Co zrobiłbyś w takiej sytuacji? Co zrobiłbyś na moim miejscu? Trudno się nie
załamać prawda?) Nie masz z kim pogadać o tym więc ze łzami w oczach kładziesz się spać.
Na szczęście nic Ci się nie śni. Rano budzi Cię pies. Postanawiasz go olać i idziesz spać dalej.
Wstajesz niewyspany około jedenastej. Jest pochmurno. Zamykasz oczy i myślisz „Znowu
deszcz”… Otwierasz i proszę. Słoneczko świeci.

Jak na zawołanie. Myślisz: „To będzie
dobry dzień”. Zajmujesz się robotą. Jest fajnie. Nagle ktoś Cię ochrzania, że wykonujesz tę
robotę dziś a nie jutro. Jedna kłótnia, druga, trzecia, siniaki i już wiesz że ten dzień też nie
należy do udanych. Nawet Twoje ulubione buty nie układają się na nodze jak trzeba.
Wszystko jest nie tak. Zaczynasz płakać, rozmyślać. Twoje myśli znów zataczają krąg. Osoby
które są obecne przy Tobie tylko duchem, panna X, kłótnie o byle co. Dzień jak co dzień.
Siedzisz przy komputerze i wmawiasz sobie, że jutro będzie inaczej. Nikt Cię nie zawiedzie,
nie będzie płaczu, kłótni i tych wywołujących ból myśli. Twoja naiwność jest przerażająca.
Czyż nie?...
Problemy jak każde inne? Hmm… Może.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]