Przesłanie wciąż aktualne, Wiara i religia

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Przesłanie wciąż aktualne
O Pielgrzymkach Jana Pawła ii dO POlski z abP. kazimierzem
nyczem, dariuszem karłOwiczem i Janem żarynem rOzmawia
Jan m. ruman
Jan M. Ruman – Ojciec Święty Jan Paweł II już podczas
inauguracji pontyikatu wzywał cały świat: „Otwórzcie
drzwi Chrystusowi”, nie bójcie się, otwórzcie Chrystusowi
„granice państw, systemów ekonomicznych i politycz-
nych”... A później konsekwentnie zmierzał do tego, by
te drzwi zostały otwarte. Czynił to także wobec swojej
Ojczyzny. Nauczanie skierowane do Polaków jest obecne
w licznych wypowiedziach Jana Pawła II w czasie spotkań
w Rzymie, ale jego zasadniczy zrąb Papież przekazał nam
w czasie pielgrzymek do Polski.
Pierwsze trzy pielgrzymki były moim zdaniem zbudo-
wane wokół trzech cnót teologalnych: wiary, nadziei i miłości. Pielgrzymka w 1979 r. to
było przede wszystkim budzenie wiary po latach komunizmu i ukazanie jej głębo-
kich korzeni w życiu narodu... Papież wołał wtedy do młodych: „Bądźcie konsekwentni
w swojej wierze!”. A wszystkich Polaków prosił: „abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się,
i nie zniechęcili się; abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”...
Abp Kazimierz Nycz – Warto zauważyć, że rządzący wówczas Polską komuniści robili
wszystko, aby ta pielgrzymka nie skojarzyła się w świadomości – a tak chciał Papież i Biskupi –
wprost ze św. Stanisławem Biskupem. Pierwsza próba ustalenia terminu pielgrzymki to 8 maja.
Początek maja, czyli okres w którym Kościół w Polsce przeżywa uroczystość św. Stanisława
Biskupa i Męczennika. Pamiętajmy, że rok 1979, to nie tylko koniec Synodu, który Papież
rozpoczął, ale przede wszystkim 900-lecie męczeńskiej śmierci Pasterza Kościoła krakow-
skiego – biskupa Stanisława i Patrona Polski. Wtedy wszyscy z tamtej strony – dzisiaj to wiemy
i może lepiej, że wtedy nie wiedzieliśmy – robili wszystko,
żeby tego skojarzenia nie było. To dotyka tematu i treści
pielgrzymki, to dotyka wiary, którą budował po okresie
reakcji pogańskiej na ziemiach polskich biskup Stanisław.
To dotyka świadectwa, którym było życie i męczeństwo św.
Stanisława. Tak patrzyłem na tę pielgrzymkę wtedy jako
młody ksiądz, inaczej niż dzisiaj, że było to uwieńczeniem
Jubileuszu Roku Stanisława. Przyznam, że dziś patrzę już
z perspektywy tego, co przyniosła. Wtedy nie zdawaliśmy
sobie z tego sprawy. W niezbadanych wyrokach boskich
po dziewięciuset latach przyjechał na ziemię polską
następca św. Stanisława z Krakowa, ale już jako Biskup
Rzymu, po to, by budować wiarę i dawać świadectwo. Po
to, by pokazywać ludziom jak można być mocnym, jeżeli
się trwa przy Chrystusie. Jeżeli jest się z Nim zjednoczonym.
Ten wątek I pielgrzymki
został przeprowadzony
przez wszystkie stacje od
Warszawy przez Często-
chowę, Gniezno, aż do
inału, którym było kra-
kowskie „bierzmowanie
dziejów”. Tak to wyda-
rzenie z Błoń nazwał
Papież. W wymiarze reli-
gjnym było ono wyda-
rzeniem niespotykanym
w ciągu 1000 lat Polski,
przeżywaniem Euchary-
stii sprawowanej przez
Piotra naszych czasów,
którym jest Polak.
Będąc wtedy na Bło-
niach, do dziś pamię-
tam i przechodzi mnie
dreszcz, jak w momen-
tach wielkiej ciszy –
zwłaszcza pod koniec przemówienia – czuliśmy, że w tym całym zgromadzeniu Bożym, nie
ludzkim, jesteśmy mocni. Mocni nie tylko Papieżem, mocni nie tylko Jego słowami, mocni
obecnością w tajemnicy Eucharystii, gdzie Jezus Chrystus składa Ojcu w Duchu Świętym,
wraz nami Oiarę. Tę samą, którą złożył kiedyś na Kalwarii.
Dariusz Karłowicz – W roku Stanisławowym właściwie wybrzmieć mógł temat świadectwa
– z pewnością jeden z najważniejszych w papieskim myśleniu o chrześcjaństwie i o Kościele.
Papież stale przypominał świętych i męczenników, bo poprzez nich Chrystus objawia się każ-
demu kolejnemu pokoleniu chrześcjan. Świętość to forma obecności Chrystusa w historii. W tym
wypadku także w historii politycznej. A historia widziana oczyma wiary, to drugi – obok świade-
ctwa – wątek, który wprowadzony zostaje przez odwołanie się do postaci biskupa męczennika.
Wydaje się, że św. Stanisław i „bierzmowanie dziejów” miały skierować nasz wzrok na histo-
riozoiczne ramy naszej historii. Czy może lepiej powiedzieć
nurt – nie ramy. Nurt, który poprzez nas idzie z przeszłości
w przyszłość – bo przecież wezwanie o zstąpienie Ducha to
było fraza niewątpliwie prorocza.
Jest to tak ważne, bo wtedy zaczyna się sekwencja
wydarzeń, która prowadzi nas do wolności. Sekwencja
cudowna jeśli patrzy na nią człowiek wierzący i zarazem
w jakimś sensie nieprawdopodobna i niezrozumiała jeśli
przyłożyć do niej miary socjologii czy politologii. Bo prze-
cież najpierw na pozór nic się nie dzieje. W rok po piel-
grzymce mamy wybory, z jedną – jak słyszałem – z naj-
wyższych frekwencji. Komuna ma powody do radości.
A chwilę potem wybucha pierwsza „Solidarność”. To pokazuje, że ten nurt duchowy płynie,
że oba nurty historii stykają się, i że o wielkich zwrotach decydować może właśnie ten
duchowy. Przy okazji pokazuje również to, że z pomocą pewnych instrumentów tej ducho-
wej historii po prostu nie widać. Prorok widzi to na co socjolog jest ślepy.
Jan Żaryn – Władze komunistyczne – w odróżnieniu od
ludzi Kościoła – przygotowując się po swojemu do I piel-
grzymki, nie myślały tak głęboko wkraczając w nasze
dziedzictwo historyczne. Władze bardziej były zainte-
resowane dbałością o kontekst bieżący. Wyglądał on
następująco: przyjazd Papieża naruszał jednoznaczną
dyrektywę Moskwy, polegającą na tym, że to Polska zła-
mała zasadę, iż Papieża nie wpuszczamy na teren Europy
Środkowo-Wschodniej. Był to bardzo poważny dylemat
dla komunistów. Drugi dylemat, łączy się z tym co Eksce-
lencja powiedział, tzn. przypominaniem postaci św. Sta-
nisława i dniem 8 maja. Władze widziały tę datę łącząc
ją jednak z 8 maja 1953 r. Widziały to w sensie bieżącej
polityki. Dla władz postać św. Stanisława będzie w odbiorze społecznym urastać do rangi
symbolu oporu wobec obecnej ekipy politycznej. To jest perspektywa wąska i prymitywna,
którą posługiwała się władza. Celnie jednak antycypowała język społeczny, który byłby
wyzwolony, gdyby Papież przyjechał 8 maja, a nie w czerwcu 1979 r. Nakładając te dwie
perspektywy władzy zrozumieć można zachowanie i Stanisława Kani, i Edwarda Gierka,
którzy w pierwszym dialogu z Prymasem Stefanem Wyszyńskim raczyli zasugerować, by
Papież przyjechał w 1982 r., czyli chciały ją odłożyć
ad calendas graecas
. Rok 1982 miał
się wiązać z rocznicą obecności Czarnej Madonny na ziemiach Polski i zakończeniem
innego programu duszpasterskiego, maryjnego. Kościół w Polsce nie wszedł w rozważa-
nie tej możliwości. Prymas Wyszyński po powrocie z Rzymu, w listopadzie 1978 r., ogłosił
publicznie, że Polacy oczekują na jak najszybszy przyjazd Jana Pawła II, po czym rozpoczął
dialog Episkopatu z rządem o przygotowaniach do pielgrzymki. Kontekst był taki. I porażka
władz była od początku wpisana w zgodę na przyjazd Jana Pawła II. Doskonale zdawała
sobie z tego sprawę Moskwa, która przez Leonida Breżniewa, jeszcze tuż przed przyjazdem
Papieża, namawiała Edwarda Gierka, by ten przekonał Jana Pawła II, aby się dyploma-
tycznie rozchorował i nie przyjeżdżał do Polski. Stanowiło to kuriozum z punktu widzenia
Kościoła, a komponowało się z tradycją komunistyczną. Porażka ta jest widoczna w aktach,
które są w zasobie IPN. Dokumenty te były wytwarzane co najmniej od marca 1979 r.
w ramach sprawy obiektowej kryptonim „Lato 79”. Jej zadaniem, w zamierzeniu twórców,
było „pomniejszenie negatywnych skutków wizyty Jana Pawła II w Polsce”. Ustawia to całą
pielgrzymkę z punktu widzenia SB, przygotowującej po swojemu społeczeństwo do spot-
kania z Papieżem.
K.N. – Nie umniejszając znaczenia kontekstu, Bogu dzięki, że my wszyscy, nie wiedzieliśmy
o tym. Papież myślał głębią teologii i głębią Ducha Świętego. Żeby nie umniejszyć znaczenia
tej pielgrzymki i nie dać satysfakcji „biedakom” z SB i PZPR, trzeba na nią patrzeć historiozo-
icznie. Zamiar Boży był ponad wszystkimi próbami umniejszania i to co się stało, nie stało się
bez woli Boga. To co Papież przekazał w czasie tej pielgrzymki i następnych, choćby w Parla-
mencie w 1999 r., kiedy przemówienie w 10 lat po przemianach, zaczął od pielgrzymki z roku
1979. To się wszystko zaczęło wtedy, gdy wypowiedział słowa „Niech zstąpi Duch Twój”.
D.K. – Perspektywa Ducha pokazuje jak niebezpieczny dla naszej wewnętrznej wolności
może być terror tzw. faktów i praw, a więc cząstkowych danych odartych z duchowego
kontekstu i poddanych deterministycznej interpretacji. To chciałem przypomnieć mówiąc
o frekwencji na peerelowskich wyborach. Wydaje mi się, że z tym samym możemy mieć do
czynienia dziś, gdy mowa o skutkach ostatniego spotkania z Papieżem – tego niezwykłego
czuwania przy umierającym Ojcu. Warto pamiętać, że uczniowie Sokratesa rozproszyli się
po jego śmierci, że na pozór nic się nie działo. Na napisanie dialogów, które ukształtowały
naszą cywilizację trzeba było poczekać kilka lat. Pewne rzeczy nie dokonują się od razu.
Dzieją się w innym porządku, w ludzkich sercach, w łożysku, którym płynie
historia sacra.
Ta rzeka czasem wypływa na powierzchnię i wtedy potrai rozlać się bardzo szeroko, ale
potem znów znika. Wtedy, kiedy jej nie widać rejestrujące rzeczywistość aparaty socjologii
czy politologii informują, że nic się nie dzieje, że wszystko się skończyło. Dlatego potem,
kiedy ta rzeka znów wypływa, słyszymy zewsząd zdumione pytania skąd się wzięła. Tak
pytano o młodzież żegnającą się z Papieżem. „Skąd oni się wzięli?” A ta historia jest i cały
czas płynie bardzo potężnym nurtem. Czasem wydaje mi się, że nie widzą tego wyłącznie
specjaliści od badań i pomiarów.
J.M.R. – Trzeba pewnie też uwzględnić, że wyniki wyborów były spreparowane i to tylko
z jednego powodu – jeżeli ludzie mieli okazję policzyć się w 1979 r., to trzeba było zrobić
coś, co zaprzeczy temu policzeniu się. Ogłoszono, że oto osiągnęliśmy najwyższy wynik. To
oczywiście tylko hipoteza.
Pamiętam jak podczas pierwszej pielgrzymki Papież mówił, kiedy ludzie bili brawo w naj-
ważniejszych momentach: Co za Naród teologów. Wczoraj powiedziałem: Jezus Chrystus,
biliście brawo. Dzisiaj: Duch Święty, znowu bjecie brawo. Ksiądz arcybiskup powiedział, że
niezłymi „teologami” byli też ci, którzy przeciwdziałali. Jeżeli oni czuli ten niuans, że rocz-
nica śmierci św. Stanisława może być wykorzystana.
K.N. – Być może w ówczesnej świadomości społecznej nikt nie szedł tak daleko, że to
będzie zmiana systemu, tylko będzie to próba, razem z Papieżem, poprawienia tego co
jest. To dziś jesteśmy tacy mądrzy.
J.Ż. – Taki miks, mimo że woda i ogień są nie do pogodzenia?
J.M.R. – Druga pielgrzymka w 1983 r. odbyła się w ponurej atmosferze, w czasie – zawieszo-
nego tylko – stanu wojennego. Ci, którzy uczestniczyli w spotkaniach z Ojcem Świętym nie zapo-
mną nigdy, że przed nami daleko była biała postać, budząca nadzieję, a wokół budy milicyjne
i niezliczone niebieskie mundury. Były obrazki jak z Nikaragui, kiedy po Krakowskim Przedmieś-
ciu – przed i za papamobilem – jechały odkryte platformy z funkcjonariuszami trzymającymi
broń gotową do strzału, wymierzoną w ludzi. Przejazd takiej kolumny witany był ogłuszającym
gwizdem, wielkimi brawami – gdy pojawiał się papamobil, i znów wielkim gwizdem. Papież
leczył rany zbolałego narodu, głosił nadzieję silniejszą od pałek i gazów łzawiących.
Symbolicznym gestem tej pielgrzymki było złożenie na Jasnej Górze wotum – przestrzelonego
pasa sutanny, znaku współcierpienia... Była to pielgrzymka głoszenia nadziei.
D.K. – W tym oiarowaniu pasa Najświętszej Maryi Pannie, po latach, widzę przestrogę
przed pokusą manicheizmu, której byliśmy wtedy poddani. Ostrożne zachowanie hie-
rarchów w latach osiemdziesiątych, które mnie – wówczas bardzo młodego człowieka
– ogromnie irytowało swoją niewyrazistością, pomogło uchronić nas przed biało-czarnym
widzeniem świata, no i oczywiście przed pokusą odwetu. Dziś nie wątpię, że uspokaja-
jące wypowiedzi, o które wtedy miałem żal choćby do ks. Prymasa Glempa zwiększały
szanse bezkrwawego przejścia z autorytaryzmu do demokracji. Gdyby Polacy zachowywali
się zgodnie z duchem tekstów niektórych liderów opozycji demokratycznej, to w 1989 r.
powiesiliby komunistów na latarniach. Tak dziś rozumiem wymowę papieskiego gestu –
„Zanieście swoje cierpienia, również wspólnotowe, Najświętszej Panience. To jest to, co
powinniśmy zrobić – zawierzyć Tej, która zawierzyła Bogu – tak staniemy się wolni. Nie-
nawiść nie daje wolności, lecz zniewala” – mówił Papież, który przecież już wtedy nie miał
wątpliwości kto i dlaczego do niego strzelał. Przecież strzał ten padł niedługo po tym, jak
zastrzelono nasze nadzieje na względną choćby podmiotowość społeczną. Papież robił
ten gest w obliczu ludzi, którzy dobrze wiedzieli kto jest kim. Wiedzieli, że Agca, Jaruzelski,
Kiszczak występują w tych samych barwach i po tej samej stronie barykady.
Ta pielgrzymka wypadła po inauguracji rozwjanej później w wielu miejscach papieskiej
teologii solidarności i miłosierdzia; a więc po ogłoszeniu
Dives in misericordia.
Sądzę,
że wtedy właśnie krystalizuje się myśl, że dwudziestowieczna historia Polski – ta historia
duchowa, o której wcześniej mówiliśmy – rozpięta jest między Stocznią Gdańską a Łagiew-
nikami. Między teologią miłosierdzia, którą Chrystus przekazał Kościołowi Powszechnemu,
za pośrednictwem siostry Faustyny a „Solidarnością”, którą Papież – jak mi się zdaje –
pojmował jako polityczną czy wspólnotową formę miłosierdzia – a więc taką praktykę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]