Przybyłek Marcin - Gamedec 04 - Zabaweczki, Książki 2

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Marcin Przybyłek
Gamedec zabaweczki sztorm
ZABAWECZKI. BŁYSKI i ZABAWECZKI. SZTORM to
kontynuacja przygód gierczanego detektywa Torkila Aymore'a, znanego już czytelnikom ze
zbioru opowiadań GAMEDEC: GRANICA RZECZYWISTOŚCI
superNOWA
1 poleca
i powieści GAMEDEC: SPRZEDAWCY LOKOMOTYW.
Tym razem gamedec wyrusza w kosmos, żeby wyjaśnić zagadkę, która może ocalić albo
zniszczyć ludzkość.
Mardn
PRZYBYŁEK
Nowa. iscynująca, na rozmachu pace opera. Kosmiczne przygody, :igi i zasadzki! y
rafinowana itryga obcej cywilizacji.
SZŁOSCI LAKTYCG
www.CamedecZone.com
Słownik neologizmów, trudniejszych terminów, spis biorących udział w grze osób oraz miary
czasu gajańskiego znajdą Państwo na końcu tomu pierwszego GAMEDEC: Zabaweczki.
Błyski (przyp. wyd.).
Mojej siostrze Natalii oraz jej dzieciom: Gabrieli, Helenie i Błażejowi
Dziękuję Andrzejowi Sawickiemu za wspaniałe rozmowy, wsparcie i przyjaźń
PRZYBYŁEK Marcin
SAMiSCIC
1 zabaweczki. sztorm
superNOWA
WARSZAWA 2010
Opracowanie graficzne Tbmasz Piorunowski Ilustracja na okładce Tomasz Maroński
Redakcja Danuta Górska
Copyright © by Marcin Przybyłek, Warszawa 2010 ISBN 978-83-7578-014-7
Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA sp. z o.o.
Biuro Handlowe
ul. Nowowiejska 10/12
00-653 Warszawa
e-mail: redakcja@supernowa.pl
Redaktor naczelny Mirosław Kowalski
Druk i oprawa: WZDZ - Drukarnia LEGA, Opole
Księga 2
...i nadejdzie sztorm
- Witamy w trzeciej części cyklu „Historie demonstrantów". Dzisiaj nasz studyjny
pneumobil zawisł nad platformą estradową w centrum Libreville, w prowincji Gabon, która
jest jednym z głównych obszarów gospodarczych Unii Afrykańskiej. Od dwóch dni trwają tu
marsze i pikiety mające na celu uzyskanie rządowych deklaracji co do cen bezmózgów, jak
również wiążących zobowiązań dotyczących drimu. Są to oficjalne cele demonstracji, jednak
zachowanie zgromadzonych tysięcy ludzi zdaje się sugerować, że chcą wyrazić jedno
pierwotne uczucie: gniew. Udało nam się zaprosić do pojazdu demonstrantkę Abebi Mauę.
Witaj, Abebi.
- Dzień dobry.
- Nasz program nie jest cyklem politycznym, ale osobistym, oglądałaś już „Historie
demonstrantów'"?
- Wczoraj.
- Więc wiesz, o co w nim chodzi?
- Tak.
- Powiesz nam, dlaczego demonstrujesz?
- Powiem. Moi rodzice pracowali w zoo, w Port Gentil i oboje zachorowali na tygrysią
gorączkę w dwa tysiące pięćdziesiątym pierwszym. Umarli. Miałam
6 Marcin Przybyłek
wtedy siedem lat. Przygarnęli mnie rodzice mamy, mieszkali tu, w Libreville... Dziadek był
Out-Rangerem, patrolował okolice Oklo, gdzie był natąralny reaktor atomowy, pewnie
wiesz...
- Tak, słyszałam.
- A babcia była historyczką. Zajmowała się zatargami Lumbu, Punu i Viii, pisała prace
o kopalniach uranu i manganu, o kolonialnym wyzysku. Bardzo światła kobieta. To
dziadkowi i babci zawdzięczam, że wyszłam na ludzi, że skończyłam studia. Dziadek często
mnie zabierał na wycieczki za ABB, pokazywał lwie hieny i lamboary. Uczył mnie odwagi.
Babcia podsuwała dobre elbooki i uczyła, jak postępować z ludźmi. Byli najwspanialszymi
ludźmi na świecie.
- Tak...
- Dziadek umarł w osiemdziesiątym ósmym, a babcia dołączyła do niego w
dziewięćdziesiątym czwartym. Sześć lat temu...
- Masz nose-stop.
- Dziękuję. Do dzisiaj śnią mi się wycieczki z dziadkiem i jego siwa broda. I
uśmiechnięta, pomarszczona twarz babci. Głos... często przypominają mi się jej słowa:
„Pamiętaj, dziecko, że ten ci da najwięcej, kto będzie miał najmniej".
- Musiała być mądrą kobietą.
- Tak. A teraz nie żyje. I dziadek też. A gdyby ci mordercy z Pharma Nanolabs ujawnili
istnienie drimu nawet dwadzieścia lat temu, oboje by żyli. Oboje by żyli. Wzięliby enzymy i
odmłodnieliby. Nie mogę sobie wyobrazić, jakie to by było szczęście. A tak mogę ich
najwyżej odwiedzić na cmentarzu. Nie mogę im tego darować...
- Komu?
- Tym wszarzom z Europy. Tym mordercom. Nie mogę. I wiesz co? To nie wszystko.
Jeśli skurwysyny, ja przepraszam, wiem, że to leci na żywo, ale nie mogę się powstrzymać,
jeśli te skurwysyny ukrywali taką rzecz,
GAMEDEC: ZABAWECZKI. SZTORM
7
taki wspaniały lek... przez tyle czasu, to co jeszcze ukrywają? Co ukrywają inne firmy? Co
ukrywają rządy? Dość tego! Dość tego! To jest moja historia...
- A czego chcesz od rządu Unii Afrykańskiej?
- To wiedzą oni, nie ja.
- A konkretniej?
- Wszystkiego!
W Sydney wybuchły zamieszki. Dowiedzieliśmy się o tym, ledwo otworzyliśmy oczy po
obowiązkowej nocnej drzemce. Doniesienia były chaotyczne. Wiedzieliśmy tylko tyle, że
ludność ż niższych części miasta ruszyła wyżej i zaczęła niszczyć witryny sklepowe,
stanowiska dokownicze dżonek, bariery platform spacerowych, strzelała do holobimów...
Jeden z linowców (Sydney miało ich trzy pierścienie) został otoczony przez pneu-mobile z
rozwrzeszczanymi demonstrantami, po czym gawiedź obrzuciła go ciężkimi przedmiotami.
Zdarzyły się próby podpaleń dolnych części wież. Chociaż tłum nie wyświetlał żadnych
transparentów, wydźwięk zamieszek był czytelny, bo demonstranci oprócz pracowitego
niszczenia wrzeszczeli: „Bogacze do ziemi!". Jak donosiły wiadomości, była to pierwsza od
stuleci tak destruktywna reakcja społeczna. Zjawisko było o tyle nietypowe, że zazwyczaj
demonstranci czegoś chcą: podwyżek, poprawy jakości życia i tak dalej, tutaj natomiast
mieliśmy do czynienia z czystą destrukcją. Za demonstrantami zwykle ktoś stoi i finansuje
cały happening. Tutaj jedynym beneficjentem mogło być Mobil-lenium, gdyby nie to, że loty
wciąż były wstrzymane. Poza tym nie mieściło mi się w głowie, że mogliby posunąć się tak
daleko. A zresztą jak zorganizować taką wandalistyczną imprezę? Wysłać setki agentów,
którzy podburzaliby ludność? Bardzo skomplikowane, w zasadzie niemożliwe. Więc jednak
spontaniczna reakcja? A może Bestianie? Agentom, którzy znają się na hipnozie, poszłoby
łatwiej. Nie wiedziałem.
8
Marcin Przybyek
Reakcja Parsifala po usłyszeniu wiadomości była natychmiastowa: zwinął wiśniowe żagle,
schował oba maszty, wciągnął liny, wsunął propeller, złożył dwa skrajne kadłuby tak, że teraz
nie wystawały z boków, ale skierowane były w dół i ku środkowi, a potem, ku mojemu i
Petera zdumieniu, po uruchomieniu jakiejś mentalnej funkcji wysunął z tyłu głównego
kadłuba generatory klasycznego pneumobilowego napędu. Podobne silniki pojawiły się za
dwoma bocznymi wrzecionami. Stateczniki kierunku i wysokości na dziobie aquala schowały
się, a w ich miejsce wychynęły o wiele większe i mocniejsze.
Młody starzec mrugnął do mnie:
- Mamy jeszcze cztery tysiące kilometrów, a wam potrzebny jest czynny serwis. Nie
wiadomo, czy za chwilę wszystkiego tam nie zamkną.
Stojący obok Mortimer zarechotał:
- Mówiłem, że tatuś lubi majsterkować!
Wokół nas lądowały syreny: Cloe, Taida, Vivien, Brenda oraz Fara. Zaczęły zakładać żółte
kombinezony, co wywołało mój niemy protest. Choć to bardzo nietypowe na tej szerokości i
długości geograficznej, niebo się zachmurzyło. Parsifal zakomenderował:
- Wszyscy do kokpitu. Zasuwam dach.
To ten aqual ma dach?! Jeszcze chwila i siedzieliśmy na komfortowych fotelach, pod
przezroczystą kopułą, a kapitan, otworzywszy sporej wielkości trójwymiarowy ekran za
wolantem, dał całą naprzód i... wgniotło nas w fotele.
- Parsifal, jesteś pewien, że to cudo nie lata w kosmosie? - rzuciłem.
Odpowiedział mi jego rechot.
- W kosmosie się nie lata! I nie, Mały Lew lubi atmosferę.
- Mam nadzieją - usłyszałem głos Petera - że nasz serwis będzie jeszcze otwarty. Jak
twoja bateria ?
Zerknąłem na stan naładowania.
GAMEDEC: ZABAWECZKI. SZTORM
9
- Dwadzieścia pięć procent. A twoja?
- Trzydzieści.
- W razie czego może Parsifal użyczy nam swoich akumulatorów?
- Albo skorzystamy z publicznych...
- Sprawdziłeś farbkę Mortimera?
- To nie on.
Mobillenium ma nowych klientów! Organizacja Sha-dow Zombies oświadczyła przed
kwadransem w otwartym memorandum, że nie zamierza dłużej pozostawać na Ziemi, w
miejscu, gdzie „szatan uwił swoje leże", i na własne żądanie, niezależnie od tego, że loty
mega-statków zostały wstrzymane, emigruje wyczarterowa-nym olbrzymem. Socjologowie
twierdzą, że ruch Sha-dow Zombies wpłynie zarówno na masy potencjalnych emigrantów, jak
na spedytora i... loty zostaną wznowione. Sytuacja na Ziemi się pogarsza. Analitycy twierdzą,
że zamieszki w Sydney, akty terrorystyczne na Fidżi, w Casablance, Rio, Kapsztadzie i wielu
innych miejscach to zarzewie globalnego buntu. „Rozwarstwienie społeczeństwa zbiera swój
plon" - komentuje profesor Ach-med Atta, wybitny badacz kultur Uniwersytetu w Mel-bourn.
„Oszustwa, jakich dopuścili się wielcy tego świata, mam tu na myśli zatajenie drimu, który
rzeczywiście okazał się cudownym lekiem, i ukrywaną przez Mobillenium eksplorację
kosmosu, są naprawdę dużego kalibru. Jeśli dodać do nich sieciowy kryzys, który przecież
zdarzył się dopiero co, i wiele innych, drobniejszych zdarzeń,' otrzymujemy odpowiedź,
dlaczego skonfundowana ludność niższych warstw podnosi głowę."
Sydney, podobnie jak wiele innych nadmorskich miast, w ciągu ostatnich dwóch stuleci
cofnęło się w głąb lądu o kilkanaście kilometrów i odgrodziło od oceanu gargantuiczną tamą.
Nie wiedziałbym o tym, gdy-
10
Marcin Przybyiek
by zalana część starego miasta nie została przeształco-na w oceaniczny park turystyczny, z
aąualowymi rampami i zwykłymi kejami. Dokujące przy nich statki wyglądały jak
uskrzydlone ryby, połyskujące barwami zmierzchającego i południowego nieba. Wodę
znaczyły tysiące drobnych kilwaterów... Tej pogodnej atmosferze przeczył widok samego
miasta, nad którym w kilku miejscach unosiły się smużki dymu. Co chwila od obłych
budynków odrywały się aurokary, startowały kropeczki pojedynczych pneumobili. Coś
błyskało w sieci zabudowań i nie były to światła pojazdów. Sydneyland. Jego wieże nie
wyglądały tak smukło jak te w Warsaw City, chociaż samo miasto było co najmniej dwa razy
większe, a budowle z pewnością nie niższe. Już pięćdziesiąt lat temu władze stwierdziły, że
polia się przeludnia, zatrudniły więc najlepszych architektów, żeby temu zapobiegli, a ci
zaproponowali rozwiązanie najprostsze z możliwych: osadzić na wieżach gigantyczne kule,
które zamykają największą przestrzeń w najmniejszej powierzchni. Wiedzieli jednak, że
budowle nie są do tego przystosowane, zaproponowali więc nieprawdopodobnie złożoną sieć
paraboloidalnych wsporników, zamieniających miasto w pajęczynę. W świecie gospodarki i
ekonomii nic nie może się zmarnować, więc sieć została tak przemyślana, żeby utworzyć na
jej bazie największe na Ziemi wesołe miasteczko: Sydneyland.
Nawet z tej odległości widać było, że żadne gravico-astery, spadnie i wyrzutnie nie
funkcjonują.
Parsifal patrzył w wyświetlający to wszystko ekran z zaciętymi ustami.
- Źle się dzieje.
Nikt nie skomentował tego oczywistego stwierdzenia.
- Mortimer - rzucił w tył - zarezerwuj dla nas bilety na najbliższy lot na Gaję.
Oświadczenie to wywołało żywą reakcję wśród załogi.
- Odlatujemy? - spytał syn.
GAMEDEC: ZABAWECZKI. SZTORM 11
- Jak to? - wyrwało się Vivien.
- A Lew? - dodała Brenda.
- Nic nam nie mówiłeś! - wybuchnęła Cloe.
Najwięcej rozsądku wykazała kasztanowowłosa Taj-
da:
- Przestańcie. Nie widzicie, co się dzieje?
Przez chmury błysnęło słońce. Wypogadzało się. Taj-da wstała i rozsunąwszy biozłącza
kombinezonu, wyskoczyła z niego, chowając jednocześnie fotel w boczną ściankę kokpitu.
Znowu trochę piękna w otoczeniu. Kochana dziewczyna. Podniosła wzrok na Parsifala.
- Mam sprzedać dom?
- Wszystko - warknął kapitan. - Wszystko, co mamy. Akcje także.
- Ja zajmę się akcjami - weszła mu w słowo platynowa Vivien, także zrzucając owerol i
chowając fotel. -Czy możesz już odsunąć ten dach?
- Rozumiem, że sprzedajemy Lwa? - odezwała się Fara, potrząsając długimi blond
włosami.
Mortimer nieznacznie chrząknął.
- Może... może go przewieziemy? Ile kosztuje załadowanie go do ładowni?
- Sprawdź - powiedział cicho stary Freyr. - Cloe, sprzedaj nasze ziemie, niech Tajda
zajmie się tylko domem.
- Aye - rzuciła krótkowłosa blondynka, także już bez kombinezonu. Zakładała okulary.
Mulatka Brenda, uzbrojona w szkła, stanęła na burcie. Aż mnie zmroziło, bo za nią i pod nią
ziała kilometrowa przepaść, upstrzona żaglami aquali i drobniutkimi kreseczkami fal.
- Ja zwolnię Agnes i Romera. Czy może mają lecieć z nami?
- Niech lecą - zasugerował Mortimer - gdzie znajdziemy lepszego majordomusa i
kucharkę?
Za jego plecami wysuwał się maszt gonfalonu, na czas podróży schowany w pancerzu.
A W
4
12
Marcin Przybyłek
- Oczywiście lecą z nami - zakomenderował Parsifal. - Załatw im transport. Nie.
Zorganizuj firmę prze-prowadzkową. Oni będą ją nadzorowali. Niech transportowce przylecą
do... Gdzie jest najbliższy port? Hm... Do Si-Han. Jak będą wiedzieli, ile im to zajmie, niech
się skontaktują. Fara, pomożesz im sprzedać ich apartamenty.
- Tak jest. >
- Dobra... - Parsifal zatarł ręce. - Ja zajmę się transferem naszych zasobów na Gaję...
trzeba będzie zmienić bank...
- Niekoniecznie - wtrąciłem. - Są tam filie ziemskich kas.
- Aha, tym lepiej. - Spojrzał na nas przytomniej. -Chłopaki, podrzucam was do salonu
Novatronics i zmykamy nad Prowincję Chińską. Chyba że wam po drodze, to możemy
zaczekać dwie czy trzy godziny.
Zerknąłem na Petera. Wzruszył ramionami. Doskonale zrozumiałem ten gest: jeśli salon
okaże się nieczynny, będziemy mieli duże trudności transportowe. Nie wiadomo, czy będą
jeszcze kursować aurokary.
- Dobrze - odezwałem się - podwieź nas i chwilę poczekaj. Nie wiemy, czy cokolwiek
w tym...
Wskazałem durexowym palcem metropolię. Zdaje mi się, czy pojawiła się kolejna smużka
dymu?
- ...czymś coś jeszcze działa.
- Aye. Ruszajmy.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]